- Mając na uwadze fakt, iż łowiectwo nie oznacza tylko polowania, lecz łączy się z zabiegami natury hodowlanej i ochronnej, a kolejność celów łowiectwa, wymieniana w art. 3 ustawy, pozwala traktować polowanie jako działanie zmierzające do utrzymania właściwej liczebności populacji poszczególnych gatunków zwierzyny, wydaje się, że ustawa Prawo łowieckie wprowadziła dla właścicieli nieruchomości znajdujących się w granicach obwodu łowieckiego ograniczenia w wykonywaniu ich prawa własności – mówiła wczoraj w Sejmie poseł Monika Wielichowska z PO i pytała ministra środowiska: - Czy resort podejmie działania w kierunku zapewnienia właścicielom nieruchomości objętych granicą obwodu łowieckiego informacji o terminie rozpoczęcia i zakończenia polowania? Do mojego biura poselskiego zgłosili się ludzie, którzy mieszkają w takich obszarach i czują się zagrożeni.

Wiceminister środowiska Janusz Zaleski potwierdził prawo myśliwych do polowania:

- Należy zacząć od tego, że prawo własności zagwarantowane w konstytucji podlega pewnym ograniczeniom związanym na przykład z realizacją zadań dotyczących ochrony zdrowia, życia, porządku publicznego i ochrony środowiska, a łowiectwo jest przecież taką działalnością, która immanentnie wpisana jest w zasady ochrony środowiska. Stąd też z konstytucji możemy wywieść twierdzenie, że właściciel gruntu powinien umożliwić myśliwym polowanie.

To, jak powinno przebiegać polowanie, aby było bezpieczne, określa rozporządzenie ministra środowiska.

- W tym rozporządzeniu mamy zapisy mówiące o tym, że nie można strzelać bliżej niż 500 m od zgromadzeń publicznych i 100 m od zabudowań, że nie można mierzyć do zwierzyny, która znajduje się na szczytach wzniesień, czy też nie można strzelać wtedy, kiedy na linii strzału znajdują się obiekty lub ludzie. Za bezpieczeństwo polowania odpowiada prowadzący polowanie i na nim spoczywa wielka odpowiedzialność, zwłaszcza w sytuacji kiedy zdarzają się, a niestety zdarzają się, na polowaniach wypadki. W roku ubiegłym mieliśmy na przykład sześć postrzeleń w trakcie wykonywania polowania i trzy wypadki śmiertelne. Podkreślić jednak należy, że dotyczyło to we wszystkich tych przypadkach osób wykonujących polowanie, a nie właścicieli gruntów czy dzierżawców. Oni, jak wskazuje historia polowań w Polsce, nigdy nie byli ofiarami polowania.