Tegoroczne wymarznięcia znów obróciły koło historii. Znów mamy uchwałę rządu i kolejny program pomocy. A przed nami, odpukać, jeszcze wiosenne przymrozki, powodzie, huragany, deszcze nawalne, gradobicia i obsunięcia - takie klęski tylko w ubiegłym roku przeszły przez polskie wsie. I nie wiadomo jeszcze, co zdarzy się w tym roku. A powtarzają się nie tylko klęski, ale i problemy nimi wywołane.

BĘDZIE DOBRZE

Wymarznięć rząd długo nie chciał zauważyć, pomimo że dotknęły 1 mln 400 tys. ha.

Zaczęło się o nich mówić dopiero, jak rolnicy z kujawsko-pomorskiego podjęli w połowie marca okupację Urzędu Wojewódzkiego w Bydgoszczy. Wkrótce też Polski Związek Producentów Roślin Zbożowych wystosował do rządu apel o podjęcie działań. Protestujący w Bydgoszczy nie mogli się doczekać zainteresowania, wreszcie wystosowali list do premiera:  "Z uwagi na obojętność ministra rolnictwa Marka Sawickiego wobec zaistniałej krytycznej sytuacji w gospodarstwach rolnych, zwracamy się do pana premiera o podjęcie natychmiastowych działań, a tym samym ogłoszenia klęski żywiołowej w województwie kujawsko-pomorskim i województwach ościennych znajdujących się w krytycznej sytuacji" - napisali. Domagali się energicznych i skutecznych działań pomocowych: "Minister rolnictwa nie podjął rozmów, zlekceważył nasze problemy po raz kolejny. Działa w ten sposób na szkodę polskich rolników, których powinien być reprezentantem, dbając o ich interesy i jednocześnie wspierać podejmowaniem właściwych i natychmiastowych działań, zwłaszcza w sytuacji klęski żywiołowej".

Stanu klęski żywiołowej nie ogłoszono, ale 29 marca, z datą dwa dni wcześniejszą, na stronie internetowej Ministerstwa Rolnictwa zamieszczono program pomocy, zaprezentowany jako projekt „rozporządzenia Rady Ministrów zmieniającego rozporządzenie w sprawie niektórych zadań ARiMR” oraz „uchwały Rady Ministrów w sprawie ustanowienia programu pomocy dla rolników i producentów rolnych, w których gospodarstwach rolnych lub działach specjalnych produkcji rolnej powstały szkody spowodowane wystąpieniem w okresie zimowym 2011/2012 ujemnych skutków przezimowania”, które  zostały przekazane 26 marca wraz z prośbą o ich przedłożenie do rozpatrzenia na najbliższym posiedzeniu Rady Ministrów. Tyle że obradujący 27 marca rząd nie zajął się sprawą. Wiceminister Andrzej Butra tak wyjaśnił to podczas sejmowej Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi: - Nie brał udziału w obradach minister Rostowski i sądzimy, że to było przyczyną, że nie było to procedowane.

Butra podkreślił, że przyczyną dużych strat jest powszechne stosowanie zachodnich odmian bardziej plennych, ale mniej odpornych na mróz. Tymczasem obecnie brakuje ziarna do siewu, a jego ceny są wysokie. Według wiceministra, na obsianie 350 tys. ha starczy ziarna, pozostały areał rolnicy obsieją ziarnem z zapasów.

- Rząd nie ma możliwości zahamowania eksportu zbóż – powiedział wiceminister. Decydują o tym poszczególne podmioty rynkowe, prowadzące działalność gospodarczą.

Komisja przyjęła dezyderat w którym „apeluje do Rządu RP o staranne rozpatrzenie zgłaszanych przez producentów rolnych wniosków i określenie skali zjawiska wymarznięć, których obszar i intensywność nie wystąpiła w Polsce od kilkudziesięciu lat. Komisja oczekuje zaproponowania przez Rząd RP rozwiązań, które umożliwią odtworzenie produkcji roślinnej w Polsce oraz pomogą rolnikom w rozwiązaniu problemów ekonomicznych spowodowanych wymarznięciami”.

Tymczasem ruszyło powoływanie komisji szacujących straty. Wielu rolników jednak nie czekało już na pomoc – wyszli do pracy na polach. I przekonali się, że faktycznie nie ma ziarna na przesiewy.

- Szukałem materiału siewnego w okolicy, byłem też w Wielkopolsce i w Łódzkiem, ale nigdzie go nie ma - mówi Marcin Wypijewski, rolnik z Lubomina.
Rolnik nie czekał na oszacowanie strat przez komisję. Nie martwił się jednak, że nie potwierdzi ona wymarznięć - wszystkiego nie zdąży obsiać.

Tymczasem protestujący w Bydgoszczy doczekali się zaproszenia na obrady sejmowej Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Tym razem jej gościem był również minister Sawicki. Podjęto rozmowy, które doprowadziły do decyzji o zawieszeniu strajku i przejścia w stan pogotowia strajkowego. 3 kwietnia rząd przyjął uchwałę o pomocy – w wersji zmienionej w stosunku do poprzednio proponowanej.

POMOC JEST

Po wymarznięciach każdy ponownie obsiewający pole otrzyma 100 zł na ha niezależnie od posiadania ubezpieczenia i wykazania 30 proc. strat – to największa pomoc, jaką zapowiedziano (co ciekawe, komunikat CIR zamieszczony na stronie internetowej rządu nie zawiera informacji o tej formie pomocy). Tylko to mieści się w ramach pomocy de minimis i tylko w tym przypadku nie będą stawiane wymogi posiadania ubezpieczenia i wykazania 30 proc. strat. Natomiast ci rolnicy, którzy wykażą 30 proc. strat, będą mogli otrzymać kredyt na wznowienie produkcji (oprocentowany 0,1 proc., jeśli mają ubezpieczenie i 3,85 proc., jeśli go nie mają), a także ubiegać się o umarzanie, odraczanie i rozkładanie na raty składek i należności dla ANR i KRUS oraz podatku rolnego.
Przyjęte warunki pomocy – 30 proc. strat w stosunku do produkcji z trzech lat poprzedzających rok, w którym wystąpiły szkody, albo z trzech lat w okresie pięcioletnim poprzedzającym rok, w którym wystąpiły szkody, z pominięciem roku o wielkości produkcji najwyższej i najniższej, lub powyżej 1050 zł w przypadku szkód w plantacjach wieloletnich o okresie użytkowania powyżej 5 lat i drzewach owocowych – zostały źle przyjęte przez rolników. Oceniają ten wymóg jako zaporowy - podobnie jak w poprzednich latach nie będą w stanie wykazać takich strat.

- Minister ograniczył pomoc – mówi Rafał Nieżurbida, przewodniczący Zarządu Lubuskiego Związku  Zawodowego Centrum Narodowe Młodych Rolników, który wystosował do ministra Sawickiego list otwarty w tej sprawie. - Dlaczego została wyjęta z pomocy grupa roślin przeznaczanych na pasze? Przecież jeśli rolnik ma 70 sztuk bydła i same łąki, które mu wymarzły, nie otrzyma pomocy, chociaż nie będzie miał czym wykarmić zwierząt. Spadku dochodowości nie wykaże. Podobnie ten, któremu wymarzły truskawki czy maliny posadzone, zanim upłynęło 5 lat. Przecież rolnik ponosi koszt nasadzeń i ma straty środków trwałych, które nie będą uwzględnione przy pomocy.

Ale najwięcej wątpliwości wzbudził ten zapis w uchwale Rady Ministrów, który mówi, że pomoc „zostanie pomniejszona o 50 proc.,  jeżeli producent rolny w dniu wystąpienia szkód nie posiadał umowy ubezpieczenia  obejmującej ochroną ubezpieczeniową co najmniej 50 proc. powierzchni upraw rolnych, z wyłączeniem łąk i pastwisk lub co najmniej 50  proc. liczby zwierząt gospodarskich od co najmniej jednego z ryzyk: suszy, gradu, deszczu nawalnego, ujemnych skutków przezimowania, przymrozków wiosennych, powodzi, huraganu, pioruna, obsunięcia się ziemi lub lawiny”.

Wobec zastrzeżeń rolników poprosiliśmy MRiRW o wyjaśnienie. Ministerstwo nie odpowiedziało na to pytanie, obszernie rozwodząc się za to nad obowiązkiem ubezpieczania ciążącym na rolnikach.

Takie uregulowanie wydaje się wątpliwe, ponieważ przywoływany jako podstawa zapis unijnego rozporządzenia wymaga czego innego: „Od dnia 1 stycznia 2010 r. zaoferowane odszkodowanie musi być zmniejszone o 50 proc., chyba że przyznaje się je rolnikom, którzy dokonali ubezpieczenia pokrywającego co najmniej 50 proc. średniej rocznej produkcji lub dochodu związanego z produkcją i obejmującego zagrożenia związane z niekorzystnymi zjawiskami klimatycznymi statystycznie najczęściej występującymi w danym państwie członkowskim lub regionie”.

Ubezpieczenie połowy średniej rocznej produkcji to zupełnie co innego, niż posiadanie w dniu zaistnienia szkody aktualnego ubezpieczenia.

Ale wszystko to pewnie nie będzie mieć zbyt wielkiego znaczenia, skoro i tak rolnicy nie będą mogli wykazać wymaganego rozmiaru szkód.

W PRAKTYCE

Z pomocy na ponownie obsiany ha nie skorzystają rolnicy, którzy wykorzystali limit przewidziany w ramach de minimis – wysokość tej pomocy łącznie z pomocą udzieloną w ostatnich trzech latach nie będzie mogła przekroczyć równowartości 7 500 euro.

Liczący na pozostałe formy pomocy muszą brać pod uwagę – oprócz ubezpieczeń – jeszcze dwa konieczne do spełnienia warunki: wsparcie może dotyczyć tylko małych i średnich gospodarstw rolnych, tj. zatrudniających do 250 pracowników i osiągających obroty roczne do 50 mln euro lub sumie bilansowej mniejszej niż 43 mln euro; łączna wysokość pomocy dla producentów rolnych, w których gospodarstwach rolnych wystąpiły szkody na skutek ujemnych skutków przezimowania (z wyłączeniem pomocy de minimis) ze wszystkich form wsparcia nie może przekroczyć:  80 proc. kwoty obniżenia dochodu z powodu ujemnych skutków przezimowania w uprawach rolnych, 90 proc. na terenach górskich i innych ONW.

W chwili, kiedy oddajemy do druku ten numer, komisje szacujące straty jeszcze nie ruszyły w teren.

– Czekamy na wskaźniki przeliczenia z województwa, według których będziemy szacować straty - dowiadujemy się w jednej z gmin. - Protokoły są w tym roku bardzo rozbudowane. W ubiegłym roku była brana pod uwagę tylko średnia produkcja roczna, procent strat i kwota obniżenia przychodu. Teraz trzeba wyliczyć 11 rubryk w oparciu o wskaźniki. Rolnik sam nie będzie w stanie tego wyliczyć, a i my mamy trudności.

Wyliczenia trzeba wykonywać komputerowo, komisje raczej nie będą w stanie zrobić tego u rolnika.

- To robota nie do przerobienia – mówi nam osoba zajmująca się szacowaniem strat. – Mnie to przeraża. Rolnicy i tak nie chcą korzystać z preferencyjnych kredytów, potrzebują doraźnej, nawet niewielkiej, ale konkretnej i szybkiej pomocy. Przecież nikt nie kłamie. Po co miałby zaorywać niewymarznięte pole i siać ponownie? Przecież to absurd.

Może i absurd, ale za to ile gadania…

A pomoc? Po raz kolejny okazuje się, że rząd nie zastąpi ubezpieczyciela. Ale mógłby wreszcie stworzyć warunki, aby rolnicy mogli korzystać z dobrodziejstwa ubezpieczeń. Z doświadczenia wynika, że to jednak mniej prawdopodobne, niż wiosenne przymrozki, stojące pewnie tuż, tuż…

Podobał się artykuł? Podziel się!