Rolnik uprawia ziemię i hoduje zwierzęta – dlaczego ma jeszcze dbać o zwierzęta dzikie? – pytają rolnicy.

- Mamy małe gospodarstwa, 5-6 klasa gleb – mówi Leopold Fryc z Cmolasu. – Rolnictwo upadło, dziczyzna się szerzy. Puszcza Sandomierska odbiera nam teren. Wielkim problemem są dla nas szkody wyrządzane przez dzikie zwierzęta. Niby koła łowieckie płacą za szkody, ale nie mają pieniędzy. 25-30 arów łąki zryły mi dziki, szkodę oszacowali mi na 30 zł.

Jak mówi Leopold Fryc, lepiej zrezygnować z takiego odszkodowania, niż wydać pieniądze jeszcze na jego ustalenie. Jako delegat do powiatowej izby rolniczej w Kolbuszowej wie, że temat był wielokrotnie podnoszony – a skutek jest żaden.

- Nie można od myśliwych żądać, żeby płacili, bo i skąd – uważa Leopold Fryc. – Zwierzyna jest państwowa, niech i państwo się włączy.

Obecnie za zniszczenia dokonane przez zwierzęta chronione płaci Skarb Państwa, za szkody zwierzyny łownej - koła łowieckie.

Problem był zimą dyskutowany podczas obrad sejmowej Komisji Rolnictwa. Michał Kiełsznia, generalny dyrektor ochrony środowiska, zapewnił, że wkrótce będzie rozporządzenie porządkujące szacowanie szkód wyrządzanych w rolnictwie przez zwierzęta chronione.

To jednak nie wyczerpuje problemu – wszak zwierzęta łowne wyrządzają również szkody. Rolnik będzie wkrótce zobowiązany do „zazieleniania” gospodarstwa, czy w jego ramach ma się mieścić także strata spowodowana przez zwierzęta dziko żyjące? Posłowie zapowiadali, że potrzebna jest nowelizacja ustawy i rozważenie możliwości wprowadzenia niezależnego audytora do szacowania szkód. Może też okazać się, że potrzebny będzie fundusz odszkodowawczy – mówiono. Nowa perspektywa budżetowa to także nowe możliwości w uregulowaniu tych problemów. Czy zostaną wykorzystane? Będziemy informować.