Udział Europy i Unii Europejskiej w globalnych zasiewach soi jest nieznaczny i wynosi odpowiednio 3,23 proc. i 0,32 proc., co oznacza, że światowa powierzchnia soi przekracza 31-krotnie powierzchnię jej zasiewów w Europie i aż 283 razy w Unii Europejskiej - jakie są więc przesłanki, że te relacje w najbliższym czasie się istotnie zmienią? Problem z soją w Europie polega na tym, że w naszej strefie klimatycznej jej uprawa się niezbyt udaje, dlatego wiele krajów europejskich wybrało import śruty sojowej, zamiast uprawy samej soi.

Soję uprawia się przede wszystkim w obu Amerykach: Południowej (46,5 proc. światowych zasiewów w 2012 r.) i Północnej (30,4 proc.) (rysunek 1.). Z Ameryki Północnej pochodzi aż 46 proc., tj. prawie 130 mln t. światowych zbiorów nasion soi, z 282,5 mln t. zbieranych na świecie. W USA zasiewy soi wynoszą 32,4 mln ha. Do jej głównych producentów, oprócz USA, należą także Brazylia (24,9 mln ha) i Argentyna (19,3 mln ha), a w Azji - Indie (10,8 mln ha) i Chiny (6,75 mln ha).

Powierzchnia uprawy soi w Europie w 2012 r. wynosiła 3,445 mln ha, głównie za sprawą Ukrainy (1,412 mln ha) i Rosji (1,375 mln ha), tj. 80,9 proc. zasiewów europejskich, gdzie gatunek ten ma znacznie lepsze warunki do rozwoju i plonowania niż w Europie Zachodniej lub Środkowej. W krajach tych obserwuje się jednak nielegalne uprawy soi GMO i dążenie rolników do zalegalizowania upraw takich odmian, co może oznaczać, że także nasi wschodni sąsiedzi zaczną produkować soję zmienioną genetycznie. Z kolei w krajach UE według FAOSTAT w 2012 r. soję uprawiano tylko na powierzchni 376,8 tys. ha.

Realizowany w latach 1976-1980 badawczo-rozwojowy program rządowy PR 4 (1976-1980) pt. Optymalizacja produkcji i spożycia białka zakładał zwiększenie uprawy soi w 1985 r. do 25 tys. ha. Mimo że dotychczas wpisano do krajowego rejestru łącznie 17 odmian, jednak po ponad 30 latach od zakończenia tego programu, soja jest gatunkiem uprawianym w naszym kraju incydentalnie, co wynika głównie z jej wymagań dotyczących długości dnia (jest rośliną o krótkodniowej reakcji fotoperiodycznej) i znacznie wyższych wymaganiach cieplnych podczas całego okresu wegetacji niż rodzimych gatunków strączkowych. Chłodnej wiośnie towarzyszą przeciągające się wschody polowe, słaby wzrost roślin i opóźnione kwitnienie, a w efekcie słabe zawiązywanie i niskie położenie pierwszych strąków. Stąd zapewne zasiewy soi w naszym kraju w 2012 r. były symboliczne i wynosiły według FAOSTAT tylko 850 ha, co więcej - są notowane dopiero od 2005 r. (296 ha).