Grzegorz Barczyński uważa, że dynie to bezcenny i niezastąpiony składnik diety zwierząt, a przy tym tanie źródło paszy. Powinni sobie o nich przypomnieć przede wszystkim właściciele małych i średnich gospodarstw.

- Uprawa dyni jest tania i mało kłopotliwa w uprawie, tymczasem rośliny dają bardzo obfity plon – mówi gospodarz.-Z jednohektarowej działki zbieramy minimum 50 ton owoców. Choć mówi się, że dynie wyrosną tylko na glebach dobrych i przeciętnych, ja z powodzeniem uprawiam je nawet na ziemi w VI klasie, lecz utrzymanej w dobrej kulturze. Poza tym są odporne na suszę, co sprawdziłem w ubiegłym roku. Żadna inna roślina nie odda tyle w plonie w takich warunkach i to tak niewielkim nakładem kosztów.

Grzegorz Barczyński z Ochla Kolonii, w powiecie łaskim, prowadził do niedawna 20-hektarowe gospodarstwo wielokierunkowe. Zajmował się zarówno produkcją tuczników, jak i hodowlą bydła mlecznego. Gospodarstwo przejął właśnie syn Kamil, który postawił na produkcję mleka i opas bydła. Utrzymuje stado liczące kilkanaście sztuk. W gospodarstwie jest też jednak kilka świnek wietnamskich, kury i kaczki. Nie zmieniło się jedno – wszystkie zwierzęta jedzą tam dynie…

Na surowo lub w kiszonce
-Przy rosnących kosztach pasz i uprawy innych roślin to doskonała alternatywa przy produkcji zwierzęcej – uważa rolnik. - Dynie to nie tylko tani w pozyskaniu, ale również bogaty w cenne składniki dodatek pasz. Podobno dynie zniknęły z polskich pól przez problemy z przechowywaniem, ale dziś to żaden problem. Można je przecież skarmiać zarówno bezpośrednio, jak i w kiszonkach. My od lipca skarmiamy je na surowo, a resztę zbieramy w październiku lub listopadzie. W odpowiednich warunkach mogą leżeć nawet do marca, ale u nas wystarcza ich zwykle do stycznia. Rozdrabniamy je i zwyczajnie mieszamy z paszą dla krów i świń. Jeśli chcemy zrobić kiszonkę, to najlepiej zebrać dynie po pierwszym przymrozku.

-Dynie to niedoceniony, a moim zdaniem niezastąpiony składnik diety zwierząt – uważa nasz rozmówca. -Zwierzęta przepadają za nimi, dynie zwiększają ich apetyt i dzienne przyrosty. Poprawiają mleczność krów i loch karmiących. Do tego dynia działa odrobaczywiająco, więc poprawia zdrowotność, efektywność tuczu i pozwala zaoszczędzić na kosztach leków, czy opieki weterynaryjnej.
Dobroczynne działanie diety z udziałem dyni faktycznie potwierdziły doświadczenia żywieniowe prowadzone w Polsce i w Zachodniej Europie w latach 80 i 90. Wykazały one, że dynia nie tylko zwiększa mleczność krów, ale i podwyższa zawartość tłuszczu w mleku. Tak świeże owoce, jak i kiszonki mogą też o 20 proc. podnieść dzienne przyrosty tuczników. Lochy karmione kiszonką o 90-procentowej zawartości dyni dawały zaś więcej odchowanych prosiąt w miocie. Oszczędności w żywieniu zwierząt przy wykorzystaniu dyni mogą zaś sięgać ponad 30 proc. w porównaniu do żywienia tradycyjnymi mieszankami. Zalecana dawka dzienna dla krowy to 10 kg rozdrobnionych owoców wymieszanych z paszą. W przypadku warchlaków - około 2 kg surowej dyni, dla tuczników - 5 kg, a dla lochy w czasie laktacji - do 10 kg dyni dziennie. Sporządzanie kiszonki umożliwi nam utrzymanie takiej diety przez cały rok. Fachowcy polecają w tym przypadku kiszonkę kombinowaną: 70 proc. dyni, 15 proc. buraków półcukrowych, 15 proc. poekstrakcyjnej śruty rzepakowej, oraz dodatek paszy treściwej.