Profesor, który jest uznanym autorytetem w dziedzinie sadownictwa i ogrodnictwa przyznał, że embargo nałożone przez Rosję spowoduje straty dla wielu producentów jabłek w naszym kraju. Najbardziej dotknie tych, którzy produkują słabej jakości towar. O tym, że trzeba poprawić jakość owoców mówi się od kilku lat, ale wielu producentów jabłek, nastawionych na eksport do Rosji uważało, że nie ma potrzeby zmian, bo to kosztuje - tłumaczył Makosz.

Słaba jakość polskich jabłek wynika z niedostatecznej pielęgnacji sadów, jak i sposobu uformowania drzew (typ sadów). Wiele takich plantacji znajduje się w rejonie grójeckim - stwierdził Makosz. Dodał, że pod względem jakości produkcji odstajemy od Europy.

Embargo ma też dobre aspekty. Nagłośnienie problemu ze sprzedażą jabłek w mediach jest wielką bezpłatną promocją, na którą sadowników nie byłoby stać. Ponadto na ogrodnictwo zwrócił uwagę rząd, który wcześniej nie doceniał tej gałęzi rolnictwa. Rosyjskie restrykcje uświadomiły konieczność integracji sadowników - wyliczał Makosz.

Produkcja jabłek w tym roku w Polsce wyniesie co najmniej 3,5 mln ton (wobec ok. 3,0 mln ton w ub.r.), ale w całej Unii zbiory tych owoców mogą wynieść rekordową wielkość - 12 mln ton - uważa profesor. Według niego, w krajach Unii Europejskiej znaczna część jabłek nie znajdzie odbiorcy, zostaną w sadach lub w gospodarstwie.

Na polskim rynku "niezagospodarowane" będzie co najmniej 200-300 tys. ton jabłek. Jednak nie dotyczy to wysokiej jakości owoców przechowywanych w komorach chłodniczych. "Takie jabłka na pewno znajdą nabywców" - podkreślił ekspert i dodał, że cena polskich jabłek konsumpcyjnych jest atrakcyjna dla zagranicznych odbiorców.

Wobec wysokiej produkcji jabłek w wielu krajach zachodniej Europy, Polska nie będzie mogła sprzedać niewyeksportowanych jabłek do Rosji (w 2013 r. eksport wyniósł 677 tys. ton). Za duży sukces będzie można uznać eksport 300 - 350 tys. ton - uważa Makosz. Jego zdaniem, część tej produkcji można przerobić na biogaz albo na alkohol - np. cydr.