Embargo spowodowało nadwyżkę podaży jabłek, którą trudno zagospodarować na rynku, i która powoduje znaczny spadek cen. Dlatego trzeba przeznaczyć część owoców na cele niekonsumpcyjne.

- Zagospodarowanie części zbiorów jako surowiec dla biogazowni wydało nam się dobrym pomysłem. Jako sadownicy przeprowadziliśmy rozeznanie czy biogazownie mogłyby i chciałyby przerabiać nasze jabłka. Spotkaliśmy się z pozytywnym odzewem. Dlatego podnosimy propozycję, aby w ramach środków krajowych lub europejskich skierować część jabłek do produkcji energii. Z tego tytułu plantator otrzymałby rekompensatę rzędu 40-50 gr/kg. Taka oferta jest atrakcyjna dla sadowników, a ponadto zdjęłaby z rynku nawet 250 tys. ton jabłek. To rozwiązałoby problem zbytu jabłek - przynajmniej do okresu wiosennego. Wydatki na taki program byłyby porównywalne do kosztów wsparcia „de minimis", które wyniosły ok. 100 mln zł - komentuje Mirosław Maliszewski..

Jak podkreśla, jedna z grup producentów już podjęła współpracę z biogazowniami i skierowała do takiego zakładu blisko 4 tys. ton owoców -w ramach unijnych rekompensat.

- Co ciekawe, taki mechanizm wsparcia przewiduje prawo unijne i dziwimy się, że w drugim polskim rozporządzeniu o zdjęciu z rynku 18 tys. ton surowca, nie znalazła się możliwość zagospodarowania jabłek w biogazowniach. Naszym zdaniem ten sposób jest skuteczniejszy niż przeznaczania jabłek na cele charytatywne, ponieważ nie powoduje zakłócania rynku oraz konsumpcji. Nadwyżka, która normalnie trafiłaby do Rosji, w dużej części przeznaczona byłaby na cele niespożywcze, a kierowanie owoców do organizacji charytatywnych jest pewną formą ingerencji w rynek - mówi prezes Związku Sadowników RP.

ZSRP potwierdza, że można było przeznaczyć te 100 mln zł z tytułu pomocy de minimis na przeznaczenie jako surowiec do biogazowni - choć na razie nie ma odpowiednich rozwiązań prawnych w tym zakresie.

- Jeśli cena tych jabłek wyniosłaby 40 gr/kg, można byłoby na trwale wycofać z rynku 250 tys. ton owoców. Program de minimis ma niestety wymiar jedynie pomocy socjalnej i nie ma znaczenia rynkowego. To tak naprawdę dopłata kilku groszy do jednego kilograma wyprodukowanych jabłek i pozwala na niewielką poprawę finansów gospodarstwa - mówi Maliszewski.