- Na wiosnę planujemy zakończyć trwający od 2014 r. projekt - powiedział naczelnik wydziału ochrony środowiska sanockiego starostwa Wojciech Skiba.

Przypomniał, że "dwa lata temu i przed rokiem rośliny były m.in. koszone, wykopywane i niszczone środkami chemicznymi". - W tym roku będziemy powtarzać te zabiegi. Barszcz Sosnowskiego likwiduje się bardzo trudno - zaznaczył.

Usuwanie rośliny odbywa się w 34 wsiach. Największe jej skupiska znajdują się w gminach Bukowsko, Komańcza i Zagórz. Z kolei największy areał barszcz zajmuje w gminie Bukowsko; rośnie tam na prawie 30 ha, z czego 27 ha we wsi Płonna. Można go spotkać m.in. wzdłuż rzek, dróg, na polach uprawnych oraz wśród zabudowań gospodarczych. Wiele stanowisk barszczu Sosnowskiego znajduje się na terenach objętych ochroną. Tam nie można w jego zwalczaniu używać środków chemicznych, które są najskuteczniejszym sposobem, bo nie tylko niszczą roślinę, ale osłabiają także nasiona.
- Na terenach, gdzie stosujemy środki chemicznego zwalczania zlikwidowano już 90 proc. stanowisk. Natomiast wykopywanie i koszenie są mniej skutecznymi sposobami. Zazwyczaj po ich przeprowadzeniu barszcz odradza się na 20-30 proc. objętej projektem powierzchni - zauważył Skiba.

Pieniądze na zwalczanie rośliny sanockie starostwo otrzymało w ramach konkursu ogłoszonego w 2013 r. przez Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Środki pochodzą ze wsparcia udzielonego przez Islandię, Liechtenstein i Norwegię w ramach Mechanizmu Finansowego Europejskiego Obszaru Gospodarczego. Dofinansowanie wynosi 85 proc.

- W tym roku kończymy program z Mechanizmu Finansowego Europejskiego Obszaru Gospodarczego. Nie oznacza to jednak, że likwidacja barszczu Sosnowskiego nie będzie kontynuowana. Jesteśmy w trakcie starań w NFOŚiGW o pozyskanie kolejnych pieniędzy na następne lata - dodał Skiba.

Jego zdaniem, takie zabiegi są konieczne. - Nasiona tej groźnej rośliny zachowują zdolność kiełkowania nawet po pięciu latach - podkreślił. Barszcz Sosnowskiego jest rośliną silnie parzącą; występująca we włoskach pokrywających liście i łodygi furokumaryna może powodować poparzenia drugiego i trzeciego stopnia, a w skrajnych przypadkach - martwicę skóry. Objawy poparzenia pojawiają się po kilku godzinach od kontaktu z rośliną, pod wpływem promieni słonecznych. Wdychanie olejków eterycznych może także wywoływać oparzenia, nudności, bóle głowy i wymioty. Roślina pochodzi z Kaukazu.