W  zielonce z łubinów znajduje się dużo białka, a mało cukrów. Z żywieniowego punktu widzenia jest to więc bardzo cenna pasza białkowa, choć trudna do utrwalenia i przechowania w formie kiszonki. Niska zawartość cukrów, a wysoka białka wpływa bowiem niekorzystnie na przebieg fermentacji mlekowej w czasie zakiszania. Konsekwencją jest (a właściwie była) niska jakość uzyskanej kiszonki i równie niewielka wartość pokarmowa. Zastosowanie dodatków kiszonkarskich wydaje się eliminować ten problem. Umożliwiają one, wpływając na tempo i przebieg fermentacji mlekowej, długotrwałą konserwację białka paszowego bez obniżania jego wartości biologicznej. Dzięki temu zwierzęta otrzymują smaczną, chętnie pobieraną paszę o wysokiej przyswajalności znajdujących się w niej składników odżywczych.

Aby uzyskać kiszonkę dobrej jakości, zawartość suchej masy w zielonce powinna wynosić 28–35 proc. Zbyt wysoka wilgotność zielonki, a taką charakteryzuje się też łubin (ma tylko 16–18 proc. suchej masy), przyczynia się do powstania dużej ilości kwasu masłowego zamiast mlekowego. Kiszonka ma wówczas przykry zapach, jest niechętnie pobierana przez zwierzęta i może być nawet dla nich toksyczna. Dobrym sposobem na rozwiązanie tego problemu okazuje się, obok dodania dodatków kiszonkarskich, podsuszenie zielonki na polu doj 30 proc. suchej masy.

W Akademii Rolniczej w Poznaniu wykonano badania nad możliwością wykorzystania łubinów: białego, żółtego i wąskolistnego do sporządzania kiszonki. W doświadczeniu łubin uprawiano w plonie głównym, stosując te same zabiegi co przy uprawie na nasiona. Zbierano go w dwóch terminach: w fazie płaskiego strąka i kilka tygodni później, gdy strąki wypełniły zielone nasiona.

Po skoszeniu pozostawiono go na polu na kilku dni dla podwiędnięcia. Gdy zawartość suchej masy w zielonce wzrosła do 30 proc., zebrano go i pocięto sieczkarnią na odcinki długości 3–4 cm. Rozdrobnienie ułatwia bowiem zakiszanie każdego materiału roślinnego. Zwiększa bowiem dostęp bakterii do komórek roślinnych.