Spulchniacze pokosu rozkładają ściętą zielonkę na całej szerokości koszenia, zwiększając jej ekspozycję na działanie słońca i wiatru, a także czasowy ubytek wilgotności. Intensywność spulchniania zależy od prędkości wirnika oraz wielkości szczeliny pomiędzy bijakami i obudową spulchniacza. Kosiarki te charakteryzują się niewiele większym zapotrzebowaniem mocy niż te nieposiadające spulchniacza pokosu. 


Innym rozwiązaniem jest kosiarka wyposażona w zgniatacz pokosu. Jego budowa jest oparta o walce różniące się kierunkiem obrotu. Przepuszczona przez nie ścięta ruń zostaje zgnieciona w stopniu zależnym od regulacji docisku między walcami. Rozwiązanie to jest szczególnie zalecane przy występowaniu w runi roślin posiadających grubsze łodygi - jak lucerna, czy koniczyna. Uszkadzają one rośliny wyciskając z nich część wody i naruszając warstwę wosku. Umożliwia to szybsze uzyskanie właściwej do zakiszania zawartości suchej masy, a także kontakt roślin z bakteriami kwasu mlekowego.


Oba rozwiązania zmniejszają ilość przetrząsania materiału roślinnego, którego skutkami ubocznymi są często nadmierne rozdrobnienie roślin i ich zabrudzenie glebą (bakterie gnilne, etc.).


Często spotykanym argumenty przeciwników tych rozwiązań (oprócz wyższej ceny maszyn) jest mniejsza prędkość robocza kosiarki, większe zapotrzebowanie na moc, jak również wzrost zużycia paliwa. Jednak w przypadku wykonywania pierwszego pokosu, który przypada zwykle w okresie o dość dużej ilości opadów kilka zaoszczędzonych godzin może okazać się zbawienne dla jakości paszy - choć i tak nadal wiele zależy od samej pogody i długości okresu pomiędzy opadami. Na pozostałe pokosy, które przeprowadzane są w czasie mniejszego ryzyka opadów można zawsze ustawić stopień zgniotu na minimalny, czy szerokość szczeliny na maksymalną lub po prostu zdemontować urządzenie.

Podobał się artykuł? Podziel się!