Jak powiedział prezes Związku Sadowników RP Mirosław Maliszewski, sadownicy mocno odczuwają skutki rosyjskiego embarga. Dlatego polscy ogrodnicy domagają się od UE "rzeczywistych i adekwatnych" rekompensat do ponoszonych strat.

Jego zdaniem stawki rekompensat są za niskie, pokrywają zaledwie połowę kosztów produkcji - a ilość jabłek, które zostały zgłoszone do wycofania z rynku, wykorzystają cała kwotę 82 mln euro przeznaczoną przez KE na ten cel.

Protest sadowników ma związek z odwołaniem przez unijnego komisarza ds. rolnictwa Daciana Ciolosa wizyty w Polsce - wyjaśnił Maliszewski. Dodał, że Związek Sadowników RP wystosował do niego pismo z prośbą o spotkanie. "Pokazalibyśmy, jakie są faktyczne problemy związane z embargiem, bo wydaje się, że argumenty przedstawione Ciolosowi w Brukseli do niego nie dotarły" - mówił.

Mamy masę zastrzeżeń dotyczących treści rozporządzenia, a ostatnie doniesienia dot. zawieszenia wypłaty środków i nadużyć ze strony Polski można uznać za kuriozum - argumentował Maliszewski. Jego zdaniem odwołanie wizyty przez Ciolosa sugeruje, że Ciolos bał się spotkania z rolnikami, gdyż jego dotychczasowe decyzje pozbawiają ich rolników rekompensat.

KE poinformowała w środę wieczorem, że zawiesiła wsparcie dla producentów szybko psujących się owoców i warzyw, dotkniętych skutkami rosyjskiego embarga. Według komisarza UE ds. rolnictwa Daciana Ciolosa wnioski o wsparcie w ramach uruchomionego pod koniec sierpnia mechanizmu osiągnęły już wartość 125 mln euro, czyli całej kwoty, jaką KE przeznaczyła na rekompensaty za wycofywanie z rynku niektórych owoców i warzyw w związku z utratą rosyjskiego rynku zbytu. Dlatego, według komunikatu Komisji Europejskiej, nowe wnioski nie będą przyjmowane.

W komunikacie KE informuje, że w przypadku niektórych produktów prośby o rekompensaty były "nieproporcjonalne", a wielkość produkcji, jakiej dotyczyły te wnioski, była o kilka razy większa niż cały średni roczny eksport UE do Rosji. KE nie wymienia z nazwy żadnego państwa. Jednak według unijnych źródeł wątpliwości budzą dane z Polski, skąd pochodzi 87 proc. wniosków o rekompensaty, dlatego Komisja poprosiła o weryfikację danych.

Maliszewski zauważył, że jeżeli KE zdecyduje się na przeznaczenie większych pieniędzy na promocję, nie rozwiąże to problemu polskich sadowników. Jak mówił, nie da się zbyć 1 mln ton jabłek, które miały trafić do Rosji. Cześć zbiorów zostanie więc zmarnowana.

Kolejny problem - to bardzo niskie ceny skupu jabłek przemysłowych. Zakłady przetwórcze proponują 12-14 gr za kg jabłek, spadają ceny jabłek deserowych. Obecnie niektórzy odbiorcy oferują tylko 40 gr za kilogram wysokiej jakości jabłek przeznaczonych na eksport. "Eksporterzy i sieci handlowe wykorzystują trudną sytuację sadowników" - ocenił prezes. Dodał, że takie ceny pokrywają zaledwie 25 proc. produkcji.

Podobał się artykuł? Podziel się!