Na razie nie przekonali Komisji Europejskiej; polski minister rolnictwa Marek Sawicki zasugerował im zmianę profilu produkcji.

Manifestanci z Włoch, Francji, Hiszpanii, Grecji, Węgier, Niemiec i Polski zablokowali wejście do budynku Rady UE, gdzie odbywa się posiedzenie ministrów rolnictwa państw UE. Grożą, że nie odejdą, dopóki komisarz ds. rolnictwa Marianne Fischer Boel nie zgodzi się na ich postulaty.

"W 2004 dokonaliśmy reformy rynku tytoniu. Na pewno nie zgodzę się na otwarcie dziś dyskusji w tej sprawie" - powiedziała komisarz Fischer Boel we wtorek w Parlamencie Europejskim w debacie na temat przeglądu Wspólnej Polityki Rolnej (WPR) (tzw. Health Chceck). Jej rzecznik powiedział PAP w środę, że mimo protestu "KE nie zmieniła w tej sprawie zdania".

Także minister rolnictwa Marek Sawicki powiedział polskim dziennikarzom, że postulaty plantatorów "nie są dla Polski priorytetem w przeglądzie WPR". "To ważne, ale nie najważniejsze" - powiedział.

Zasugerował polskim plantatorom, by przestawili się na inną działalność, a Polakom, "by poszli jego śladem i rzucili nałóg palenia".

"To, że są zmiany i jest reforma rynku tytoniu, to nic nowego. Od pięciu lat wszyscy wiedzą, że kiedyś system wsparcia dla tej uprawy będzie likwidowany. Pytanie, czy przedłużymy o kolejne dwa lata system dopłat. Ja nie mam nic przeciwko, ale ci rolnicy powinny w tej chwili szukać środków w ramach programu rozwoju obszarów wiejskich na zmianę profilu i przestawienie się na inną działalność, bo okazuje się, że ta z pewnością nie będzie dofinansowana. Co nie oznacza, że nie będzie rentowna" - powiedział Sawicki na konferencji prasowej.

"Brukselo, nie niszcz polskiego rolnictwa!"; "Chcemy uprawiać tytoń i godnie żyć" - brzmiały tymczasem transparenty protestujących w Brukseli polskich plantatorów.

Argumentują oni, że bez dopłat uprawa tytoniu stanie się nieopłacalna, a ich gospodarstwa, w większości małe i rodzinne, upadną.

W Polsce jest obecnie ok 14 tys. plantacji tytoniu, które łącznie zajmują 17 tys. ha i produkują rocznie 50 tys. ton tytoniu. 40 procent upraw w kraju znajduje się na Lubelszczyźnie.

"Kiedy będzie się zabierać dopłaty, koszty produkcji, które wzrosły po wejściu Polski do UE, doprowadzą do upadłości gospodarstw rodzinnych. Bez dopłat nie jesteśmy w stanie konkurować z rolnictwem wielkoobszarowym z USA czy Kanady" - powiedział dziennikarzom Piotr Gutmański z Okręgowego Związku Plantatorów Tytoniu w Grudziądzu.

Jak dodał, europejski tytoń jest zdecydowanie wyższej jakości. Ten produkowany za oceanem to "tak naprawdę nie wiadomo, co to jest" - powiedział.

Polscy plantatorzy nie chcą słyszeć o zmianie działalności. "My się właśnie przekwalifikowaliśmy na produkcję tytoniu ok. 10 lat temu, inwestując w nowoczesne maszyny do uprawy i nowoczesne, ekologiczne suszarnie. Spłata kredytów to proces kilkuletni, a te maszyny i urządzenia będą nieprzydatne do innej produkcji. Przy naszej strukturze i wielkości gospodarstw nie jesteśmy w stanie produkować mięsa, mleka czy zboża" - powiedział Gutmański.

Obecnie polscy rolnicy otrzymują 2,4 euro dotacji do kilograma tytoniu. Cena kilograma tytoniu w skupie wynosi od 4 do 6 złotych.

Źródło: PAP

Podobał się artykuł? Podziel się!