Przed ośmiu laty Jacek Góźdź założył rodzinę, a tata zapisał mu 8 ha ziemi, sobie zostawiając pozostałe 10 ha. Mimo formalnego podziału gospodarzą wspólnie. W przyszłym roku Tadeusz Góźdź zamierza skorzystać z renty strukturalnej i przekazać synowi resztę ziemi.

Rodzina Góździów zaczęła uprawiać paprykę 20 lat temu. Początkowo były to małe ilości, a gospodarstwo, jak większość w okolicy, żyło z uprawy ziemniaków, chowu świń i produkcji mleka. W miarę jak rozszerzano uprawę papryki  zarobione pieniądze inwestowano w budynki, maszyny i kolejne tunele. Równolegle likwidowano inne uprawy i pozbywano się inwentarza. Kiedy Jacek Góźdź się żenił rodzice mieli 15 tuneli papryki. W ciągu wspólnej pracy dorobili się aż 98.  

Wyspecjalizowanie się w uprawie tego warzywa pozwoliło na uzyskiwanie wysokich plonów bardzo dobrej papryki i nie popełnianie już takich błędów, jakie zdarzały się na początku. Ponieważ holenderskie nasiona są drogie, gospodarze próbowali  pozyskiwać je sami z własnych upraw. Dość szybko przekonali się, że to błąd, spadały plony, obniżała się jakość. Dlatego teraz kupują co roku oryginalne nasiona najlepszych holenderskich odmian, dwóch czerwonych: Red Konight F1 i Yecla F1 i jednej białej – Blondy. Właśnie ta biało kremowa Blonda, zwana popularnie blondyną, dojrzewa pierwsza i pierwsza przynosi pieniądze, zazwyczaj po 20 czerwca.

Od tego momentu pan Jacek rozpoczyna sezon podróży i rzadko bywa w domu. Paprykę sprzedaje na rynku hurtowym aż we Wrocławiu, oddalonym od domu o przeszło 300 km. Dwa do trzech razy w tygodniu jedzie z towarem, na który czekają stali odbiorcy doceniający  dobrą jakość jego papryki. Trudy podróżowania wynagradza wyższa cena,  jaką można uzyskać we Wrocławiu.

Uprawa papryki tak się rozpowszechniła i tak wzrosły nakłady, że dochody z jej produkcji są już mniejsze niż kiedyś. Dlatego Jacek Góźdź zaczął szukać innej rośliny, którą mógłby uprawiać. Wybrał rabarbar, który uprawiają okoliczni rolnicy. Są nawet tacy, którzy mają kilkunastohektarowe plantacje.  Uprawa rabarbaru jest stosunkowo mało pracochłonna i nisko nakładowa. Jedynie zbiór wymaga dużego nakładu pracy ręcznej. Rabarbar kupuje chłodnia w Radomiu, na potrzeby krajowego przemysłu mleczarskiego (do jogurtów) i na eksport. W poprzednich latach płaciła za kg po 50-60 groszy i była to cena opłacalna.

Wiosną ubiegłego roku pan Jacek obsadził 6 hektarów sadzonkami rabarbaru odmiany Malinowa przywiezionymi z Krakowa. Pracę ułatwiła sadzarka kupiona za pieniądze z SAPARD-u. W pierwszym roku było przy plantacji trochę ręcznego pielenia chwastów, bo karpy nie były jeszcze dostatecznie ukorzenione. Ale już jesienią wszystko można było zrobić mechanicznie. W połowie maja gospodarz spodziewał się obfitych zbiorów i dobrej ceny. Wszystko zawiodło. Zamiast zebrać 150 ton, zebrał tylko 48, głównie z powodu pogody. Chłodnia płaciła za kg od 30 do 38 groszy, dyskwalifikując towar za każde uszkodzenie, poczynione nawet przez grad. Zbiór był bardzo kosztowny, bo pan Jacek przywoził ludzi do pracy z odległości 50 km. Chłodnia nie rozliczyła się do dziś. Zawiedziony  wiosennym doświadczeniem rolnik nie próbował już zbierać drugiego plonu rabarbarowych ogonków, który przypada na sierpień. Jaki będzie dalszy los plantacji, jeszcze nie wie. Na pewno ani jesienią, ani wiosną nie będzie nawoził plantacji, bo to niepewna inwestycja.

Warzywem, które poza papryką uprawia się w gospodarstwie Góździów od lat, jest brukselka. W tym roku zbierano ją z 2 hektarów. I choć cena, jaka była  w roku 1998 (2,5 zł za kg) może się już nie powtórzyć, uprawa brukselki nadal się opłaci. Odwiedziliśmy gospodarstwo 6 grudnia. Trwał właśnie zbiór i czyszczenie brukselki, przy którym pracowało kilka osób. O pracowników, zwłaszcza dobrych, jest bardzo trudno wyjaśnia pan Jacek. Dlatego przy brukselce, podobnie jak przy papryce, pracuje cała rodzina Góździów. 

Źródło "Farmer" 24/2005

Podobał się artykuł? Podziel się!