Moment, w którym podejmowana jest decyzja o zakupie kwalifikowanego materiału siewnego, to idealna okazja do podsumowania wyników za kilka ostatnich sezonów i zastanowienia się, czy gatunki dotychczas uprawiane powinny pozostać w strukturze zasiewów. Piszę o tym, gdyż magia sięgnięcia po spore pieniądze za pszenicę jakościową, przesłania w wielu wypadkach zdroworozsądkowe rozumowanie. Niejednokrotnie byłem w gospodarstwach, w których ze względu na warunki glebowe pszenica ozima – a już szczególnie jakościowa, nie powinna się w ogóle pojawić. Tymczasem ich właściciele siali ją z uporem rok po roku. Efekt? Plon ziarna wynosi 3, w porywach 4,5 t/ha i powtarzane jak mantra zdanie – „Bo w tym roku to: była susza, lało, zima bez śniegu i wymarzło, choroby się jakieś rozpanoszyły, widział Pan, jak wyległo” itd., aby zakończyć sakramentalnym stwierdzeniem: „Ale za rok, to zobaczysz Pan, kombajn stanie, bo nie da rady, taka będzie pszenica”. Przyjeżdżam za rok i co słyszę? „Cholera, co za maj, nawet kropla deszczu nie spadła” itd.

Zacznij od wyboru gatunku

Ucząc się na błędach innych, dobierajmy gatunek zboża do gleby, uwzględniając jej klasę bonitacyjną, zasobność, odczyn i nadaną kulturę. Pominięcie tych elementów jest zaraniem przyszłej klęski poniesionej zarówno w wymiarze ambicjonalnym, jak i finansowym. Zatem na jakich glebach jakie gatunki? – zapyta niejeden z Czytelników. Sprawa jest niezwykle prosta i ustalona przez naszych dziadów. Informacja na ten temat zawarta jest w określeniach kompleksów przydatności rolniczej gleb. Przypomnę, że są to: kompleks pszenny bardzo dobry, pszenny dobry, pszenny wadliwy, żytni bardzo dobry (pszenno-żytni), żytni dobry, żytni słaby, żytni bardzo słaby (żytnio-łubinowy). Użyto nazw dwóch gatunków zbóż, albowiem w naszych warunkach glebowo-klimatycznych są one najlepszymi roślinami wskaźnikowymi, między innymi ze względu na wykorzystanie wody pozimowej zawartej w glebie oraz wierność plonów.