Jedną z zasad dotyczących wymagań systemu jest wykorzystywanie przez rolnika odmian odpornych lub tolerancyjnych na organizmy szkodliwe oraz materiału siewnego wytworzonego i poddanego ocenie zgodnie z przepisami o nasiennictwie. W tej materii rynek nie ułatwia producentom pracy. Dlaczego?

Sprawa dotyczy np. odmian rzepaku ozimego, które są tolerancyjne na kiłę kapusty. Choroba ta niestety cały czas powiększa zasięg występowania, który obecnie wynosi 1/3 powierzchni obszaru Polski.

Temat ten poruszył podczas szkolenia z zakresu IOR ze szczególnym uwzględnieniem znaczenia materiału siewnego prof. Marek Mrówczyński z Instytutu Ochrony Roślin PIB w Poznaniu.

- W momencie, kiedy pojawia się kiła kapusty, wówczas rozwiązaniem powinno być albo zrezygnowanie z uprawy rzepaku na tym samym polu nawet dziewięć lat lub uprawa odmian tolerancyjnych. I tutaj pojawia się problem, bo tych nasion jest bardzo mało - podkreślał prof. Mrówczyński.

W Krajowym Rejestrze znajdują się obecnie tylko trzy odmiany rzepaku z taką cechą i to dwie wpisane do Katalogu w tym roku. Z kolei w Katalogu Unijny CCA - dziesięć.

- To zdecydowanie za mało. Hodowla zaspała i w ubiegłym roku zabrakło takich odmian. Hodowla bardziej szła w kierunku zwiększania wysokości plonu niż odporności, a trzeba wiedzieć, że odmiany odporne na kiłę dają plon niższy niż nawet odmiany populacyjne - dodał.
Jego zdaniem bez odmian odpornych nie ma ochrony roślin, więc co z tą patową sytuacją zrobić.

Podobał się artykuł? Podziel się!