- Sprzedaliśmy już prawie wszystkie zapasy materiału siewnego, zostały nam niewielkie partie owsa - mówi w rozmowie z portalem farmer.pl Grażyna Sozońska z Centrali Nasiennej w Środzie Śląskiej. Nic dziwnego, siewy zbóż są w pełni i rolnicy zaopatrzyli się już w nasiona, ale jak mówi Witold Kossowski z powiatu bialskiego, nie było łatwo w tym roku kupić taki kwalifikowany materiał siewny. Same hodowle roślin miały go też mniej niż zwykle, ze względu na przebieg pogody. Ale nie tylko.

Zdaniem Pawła Kochańskiego z Agencji Nasiennej w Lesznie powtarza się sytuacja sprzed czterech lat, gdy rolnicy powszechnie siejący swoje nasiona z powodu nieudanych zbiorów (słabe wykształcenie ziarna, porośnięcia z powodu długotrwałych opadów) intensywnie szukali materiału siewnego.

- Obecna sytuacja, gdy podaż materiału siewnego nie może sprostać popytowi, jest skutkiem zbyt niskiej wymiany nasion w latach poprzednich. Działa tu prawo rynku. Firmy nasienne w latach poprzednich dostosowywały powierzchnie plantacji nasiennych do bieżącego popytu z dwukrotną nadwyżką. Sprzedawały około 50 proc. swojej produkcji, a z resztą kosztownej produkcji firmy nasienne i plantatorzy zostawali w magazynach, sprzedając po sezonie tę kosztowną produkcję na paszę. Nikogo nie stać na dokładanie do produkcji nasion, „bo może w przyszłym roku będzie większy popyt" - mówi Paweł Kochański. I zaraz dodaje, że tak gwałtownego wzrostu zapotrzebowania na materiał siewny odmian jarych nikt się nie spodziewał, a nawet po prostu nie mógł się spodziewać.

- Sądzę, że gdyby przeciętny polski rolnik systematycznie obsiewał 40-50 proc. areału posiadanych gruntów kwalifikowanym materiałem siewnym, obecna sytuacja nie miałaby miejsca na tak dużą skalę. Tak więc pozostaje mi tylko zaapelować do rolników: Kupujcie systematycznie przynajmniej dwa razy więcej kwalifikowanego materiału niż dotychczas, a nigdy go nie zabraknie - mówi Kochański.

Podobał się artykuł? Podziel się!