Na spotkaniu zorganizowanym przez Radę Gospodarki Żywnościowej minister Wojciech Mojzesowicz miał okazję na własne oczy zobaczyć odporną na szkodniki genetycznie zmodyfikowaną kukurydzę oraz kukurydzę naturalną, która po zaatakowaniu przez omacnicę prosowiankę nie ma szansa. To dlatego o dostęp do transgenicznych nasion walczą rolnicy.

Tadeusz Szymańczak, producent kukurydzy: - Jest to bezpieczne, bo wszystkie organizacje zarówno w Europie jak i na świecie mówią, że są to rzeczy bezpieczne.

Ale te argumenty nie przekonały ministra rolnictwa.

Wojciech Mojzesowicz, minister rolnictwa - Ja myślę, że to ładnie wygląda. Ale czy są zdrowe? Ktoś to przyniósł ja nie mogę się posługiwać faktem, że ktoś coś przyniósł a posiedzenie i jest to wykładania wszystkiego.

Rząd nie zamierza wycofać swojego sprzeciwu wobec uprawy roślin zmienionych genetycznie. Twardo obstaje także przy wprowadzeniu 1 sierpnia przyszłego roku zakazu importu transgenicznych pasz. Polska co roku sprowadza 2 mln ton takiej soi.

- Gdyby pozbawić kraj możliwości zakupu w sumie dwóch milionów ton, to będzie to katastrofa zarówno dla przemysłu paszowego jaki dla całego sektora hodowli zwierząt – mówi Maciej Tomaszewicz, Izba Zbożowo-Paszowa

Zakazem importu genetycznie zmienionej soi są przerażenie producenci trzody chlewnej. - Rząd polski przygotował nam kolejny pasztet. Poziom naszej produkcji trzody chlewnej spadnie do takiego poziomu, jakiego nie było, będziemy kompletnie niekonkurencyjni w Europie - uważa Tadeusz Blicharski, Związek Producentów Trzody Chlewnej „Polsus”

Rząd nie widzimy w tym jednak problemu. Jan Krzysztof Ardanowski, wiceminister rolnictwa: - Na świecie jest bardzo dużo soi niemodyfikowanej genetycznie. Na przykład Ukraina zaproponowała, że wytworzy całą potrzebną Polsce ilość soi z roślin niemodyfikowanych.

Tymczasem z ekspertyzy przygotowanej przez Instytut Ekonomiki Rolnictwa wynika, że zastąpienie soi genetycznie zmodyfikowanej jest prawie niemożliwe. Naturalnych pasz na światowym rynku jest zaledwie 5-10 proc., a poza tym są bardzo drogie.

Źródło: Witold Katner/Agrobiznes