Rolnicy nie chcą wprost przyznawać, czy sieją kukurydzę zmodyfikowaną, czy konwencjonalną. Powód? Polskie przepisy zakazują bowiem handlu transgenicznymi nasionami. Mimo że jest to sprzeczne z przepisami Unii Europejskiej. W praktyce oznacza to, że u nas takich nasiona kupić nie można, ale u naszych sąsiadów można je kupić bez problemu.

Tadeusz Szymańczak, plantator: - nie należy się czegoś bać, co jest lepsze od poprzedniego. Jeśli mieliśmy malucha, to chcemy się przesiąść w lepsze samochody. I z roślinami jest tak samo i chcemy mieć lepsze, zdrowsze, nowsze odmiany.

Nowe i lepsze to znaczy bardziej odporne na szkodniki, a co za tym idzie lepiej plonujące – przekonują hiszpańscy farmerzy. W tym kraju łączna powierzchnia upraw transgenicznej kukurydzy przekroczyła już 70 tys. ha, a będzie więcej, gdyż chętnych nie brakuje.

Jose Luis Romeo Martin: - mieliśmy bardzo duże problemy ze szkodnikami. Chcieliśmy poprawić uprawy, ale stosowanie w kukurydzy środków ochrony roślin jest bardzo trudne, dlatego postawiliśmy na kukurydzę genetycznie zmodyfikowaną i to było rozwiązanie naszego problemu.

W Hiszpanii uprawa transgenicznych roślin nie budzi tak wielu kontrowersji jak w Polsce. W punktach skupu nie ma różnicy w cenie kukurydzy konwencjonalnej oraz genetycznie zmienionej. Ta druga nie jest przeznaczona do konsumpcji. W 90 proc. jest surowcem do produkcji pasz. Rolnicy zabezpieczają się także przez skrzyżowaniem obu gatunków.

Jose Luis Romeo Martin : - jesteśmy zobowiązani zostawić obszar 50 metrów od upraw sąsiada, który uprawia konwencjonalną kukurydze, ta strefa 50 metrów służy także do wzmocnienia naszych plantacji przed szkodnikami, tak na prawdę nie mamy konfliktów między sąsiedzkich o rodzaj uprawy, chociażby dlatego, że wszyscy otrzymujemy taką samą cenę.

Szacuje się, że w Polsce w tym roku odmianami GMO może być obsiane nawet kilka tysięcy ha ziemi.

Źródło: Witold Katner/Agrobiznes