Postęp biologiczny jest pojęciem nowym. Obejmuje on zarówno postęp hodowlany w postaci nowych odmian traw i roślin motylkowych, jak i ich reprodukcję i uszlachetnianie nasion. Postęp ten jest oczywiście możliwy tylko wtedy, gdy nasiona traw będą wysiane na łące czy pastwisku. Jest on najważniejszym przyrodniczym czynnikiem produkcji.

Odmiany na łąki
Tworzenie odmian traw i roślin motylkowatych wieloletnich ma kluczowe znaczenie dla intensyfikacji produkcji na użytkach zielonych. Do końca lat 80. Polska przodowała w Europie Środkowej w hodowli traw i koniczyn. Osiągnięcia naszych hodowców liczyły się w całej Europie, a polskie odmiany rejestrowano w innych krajach. W polskim rejestrze znajdowało się ponad 70 wyłącznie polskich odmian traw pastewnych i 15 odmian koniczyny łąkowej i białej.

Obecnie wśród obu tych grup roślin jest w rejestrze 105 odmian krajowych oraz 66 zagranicznych. W sumie w ubiegłym roku były aż 144 odmiany przydatne na trwałe użytki zielone. Wśród wszystkich gatunków znajduje się więc wystarczająca liczba odmian krajowych, przystosowanych do naszych warunków przyrodniczych i potrzeb.

Jednak od dziesięciu lat firmy zagraniczne zaczęły lawinowo zgłaszać do polskiego rejestru swoje odmiany. Obecnie znajduje się w nim, podobnie jak w Danii czy Francji, już około 40 proc. odmian zagranicznych. Firmy zagraniczne chcą uzyskać zabezpieczenie prawne możliwości reprodukcji tych odmian w Polsce oraz możliwość handlu nasionami, co w wypadku reprodukcji w innych krajach i przywożenia tych nasion do Polski jest niekorzystne. Niestety, nie ma równoczesnej ekspansji polskich odmian w innych krajach unijnych. W dodatku liczba odmian zagranicznych, zgłaszanych do polskiego rejestru, stale się zwiększa, gdyż w badaniach rejestrowych jest aż 46 takich odmian. Ale równocześnie w badaniach rejestrowych jest 38 odmian krajowych, co dowodzi dużej efektywności coraz mniej licznych polskich firm hodowlanych, które zajmują się hodowlą traw i koniczyn. Ich liczba zmniejszyła się z ponad 30 w końcu ubiegłego wieku do 13, z których 8 prowadzi jeszcze hodowlę twórczą, a pozostałe tylko zachowawczą. Spośród dawnych firm co najmniej cztery najbardziej efektywne (Antoniny, Bartążek, Szelejewo, Nieznanice) oraz dwie nowo powstałe po roku 1990 (Womir i Graminex) będą w perspektywie tworzyć nowe odmiany na rynek krajowy, a może nawet zagraniczny. Hodowlę odtworzyć można by też w bardzo zasłużonych w tej dziedzinie Skrzeszowicach-Polanowicach.

W najbliższych dziesięcioleciach szansą dla polskiej hodowli w Europie jest powrót do traw gatunków marginalnych, gdyż w przeszłości polską hodowlą objętych było aż 28 takich gatunków i kilka motylkowatych. Obecnie mamy jeszcze odmiany niektórych gatunków marginalnych (mietlica biaława, stokłosa bezostna), nie hodowanych w innych krajach, a można by podjąć reprodukcję innych zalecanych przez Unię, takich jak wyczyniec łąkowy, konietlica łąkowa, wiechlina błotna, mozga trzcinowata, grzebienica pospolita, bekmania robaczkowata, kupkówka Aschersona oraz motylkowatych, takich jak komonice, lucerna chmielowa i koniczyna szwedzka. Odmiany tych gatunków posłużyłyby do, zalecanych przez UE, utrzymania i renaturyzacji trwałych użytków zielonych położonych w ekstremalnych (zbyt mokrych lub suchych) warunkach, nie tylko w Polsce, lecz również w innych krajach unijnych. Uzupełniłyby one także odmiany gatunków podstawowych.

Nasiennictwo w gruzach
Bardzo dobrze rozwinięte nasiennictwo traw i koniczyn było do niedawna w Europie polską specjalnością, a jego regres nastąpił po przemianach gospodarczych rozpoczętych po roku 1990. Dlatego w Polsce duży jest dystans między tworzeniem postępu odmianowego a poziomem nasiennictwa, co w konsekwencji rzutuje na dostęp do tego postępu i jego wykorzystanie w praktyce.

W roku 2003 powierzchnia upraw kwalifikownych wszystkich traw spadła do 5,9 tys. ha, czyli 10-krotnie w stosunku do lat 80. Jeszcze mniejszą powierzchnię (3,5 tys. ha) zajmowały trawy pastewne, przydatne na użytki zielone, gdyż blisko połowę całej powierzchni traw nasiennych zajmują już trawy gazonowe, a 15 proc. to reprodukcja odmian zagranicznych. Podobnie zmniejszyła się powierzchnia reprodukcji roślin motylkowatych wieloletnich, głównie koniczyn, która jeszcze na początku lat 90. wynosiła kilkanaście tys. ha, a obecnie zaledwie 0,7 tys. ha. Spowodowało to w ostatnich latach spadek produkcji nasion mimo większych plonów. Plony traw są już w Polsce bliskie średnim plonom w krajach UE, choć są jeszcze znacznie niższe niż w Danii czy Holandii. Plony koniczyny łąkowej są nawet wyższe niż średnio w UE. Dobre są także plony koniczyny białej, której reprodukcja jest jednak śladowa wobec importu dwukrotnie tańszych nasion z Nowej Zelandii.

Bardzo niekorzystne są także inne wskaźniki naszego nasiennictwa, poza plonami jednostkowymi. Znaczny kiedyś eksport nasion traw, wynoszący jeszcze w latach osiemdziesiątych 10 tys. ton, jest dzisiaj minimalny i w roku 2003 wyniósł zaledwie 275 ton. Śladowy wcześniej import wyniósł natomiast w 2003 r. - 2,3 tys. t i ośmiokrotnie przewyższył eksport. Ze znaczącego eksportera Polska stała się więc importerem nasion traw i koniczyny białej.

Dodatkowo trawy pastewne stanowią w eksporcie zaledwie 20% w stosunku do gazonowych. Eksport roślin motylkowatych spadł do poziomu 100 ton i jest to praktycznie tylko eksport koniczyny łąkowej. Ze struktury gatunkowej nasion traw dopuszczonych do obrotu wynika, że importujemy już nawet podstawowe gatunki pastewne, takie jak kostrzewa łąkowa, życice i tymotka. Trzeba też zauważyć, że kontrola importu jest niedoskonała i do kraju trafia jeszcze znacznie więcej różnych nasion traw, a częściowo też motylkowatych.

Szansa na sukces
Mimo ogromnych kłopotów, jakie dzisiaj przeżywa polskie nasiennictwo, ma ono dobre perspektywy w UE. Nie tylko dlatego, że jego stan jest już tak zły, iż gorszy być nie może. UE stwarza bowiem warunki do jego ożywienia i poprawy. W przyszłości wystąpi zapewne znaczne zapotrzebowanie na nasiona gatunków i odmian traw i koniczyn niezbędnych do intensyfikacji produkcji na użytkach zielonych. Będzie to zatem zapotrzebowanie znaczne i stałe.

Przyjmując bowiem, że trwałość nowych odmian intensywnych wynosi 3-6 lat, renowacje wydajnych użytków zielonych należałoby przeprowadzać corocznie na obszarze blisko 300 tys. ha, gdyby przyjąć wysiew nowych mieszanek przynajmniej co 6 lat. Do okresowej renowacji i intensywnej eksploatacji nadaje się bowiem w Polsce prawie 2 mln ha trwałych użytków zielonych, głównie grądowych i do wysokości 650 m n.p.m. Niezależnie od sposobu renowacji (dla 1/3 wystarczy podsiew) potrzeba byłoby w tym celu od 8 do 9 tys. ton nasion traw i motylkowatych, co wymagałoby, pomijając eksport, podwojenia produkcji w kraju.

Dla polskiego nasiennictwa jest także miejsce na rynkach zagranicznych, gdyż aż 8% wartości światowego rynku nasiennego stanowią trawy, podczas gdy zboża 3%. Wejście na te rynki nie będzie łatwe, gdyż bardzo dużą przewagę ma eksport duński i holenderski, którego połowę (ok. 30 tys. ton) stanowi reeksport z innych krajów. Powinny z tego skorzystać nasze firmy. Duże firmy tych krajów łączą się, monopolizując rynek (np. ostatnio Cebeco Seeds z Holandii połączyło się z duńską DLF Trifolium), co powinny wziąć pod uwagę krajowe firmy.

Zapotrzebowanie na nasiona i postęp biologiczny na użytkach zielonych będzie w przyszłości zapewne znacznie większe niż obecnie, a intensyfikacja produkcji umożliwi jego lepsze wykorzystanie.

W Polsce jest niedoskonała struktura odmianowa, a nawet gatunkowa reprodukcji nasion traw i roślin motylkowych. Spośród 144 zarejestrowanych odmian reprodukuje się tylko 60 proc. Na powierzchni mającej praktyczne znaczenie dla produkcji nasion reprodukuje się tylko 25 proc. odmian, zaś większość (blisko 90 proc.) całego areału reprodukcyjnego traw pastewnych i koniczyn zajmuje zaledwie kilkanaście odmian. Zawężenie reprodukcji do kilku, a często do jednej odmiany danego gatunku nie jest właściwe. Śladowa liczba lub wręcz brak reprodukcji wielu dobrych, zwłaszcza nowych odmian, ogranicza bowiem zastosowanie postępu biologicznego w produkcji.

Potencjał odmianowy i gatunkowy w polskiej hodowli traw jest znaczny. Świadczy o tym liczba odmian w badaniach przedrejestrowych i znaczna liczba nowych odmian (średnio 41 proc.) w rejestrze. Nowe odmiany są przy tym plenniejsze lub lepsze jakościowo oraz z reguły dobrze przystosowane do naszych warunków przyrodniczych.

Źródło: "Farmer" 11/2005