PRZEGLĄD PRASY: Najczęstszym nieporozumieniem jest pogląd, że wprowadzanie zmian w genetycznym kodzie organizmów stało się możliwe dopiero dzięki metodom biologii molekularnej, a także iż zmiany zapisu genetycznego są czymś nowym, dotąd niestosowanym.

W rzeczywistości od zarania dziejów w rolnictwie modyfikacje genetyczne były podstawą udomowienia roślin i nie ma już ani jednego gatunku uprawnego, który nie byłby modyfikowany genetycznie. Nowością inżynierii genetycznej jest sposób zmieniania zapisu genetycznego organizmów, a nie sam fakt dokonywania tych zmian. Z punktu widzenia hodowcy roślin, nowoczesna biotechnologia stwarza tylko dodatkowe możliwości tworzenia zmienności genetycznej, z której korzysta on w procesie selekcji i hodowli nowych odmian roślin uprawnych.

Przeciwnicy inżynierii genetycznej i wykorzystania GMO bardzo starannie pomijają nader istotny problem: ile stracimy na rezygnacji z nowoczesnej biotechnologii. Jeżeli my zrezygnujemy, to inni zajmą nasze miejsce! Ile zatem będzie nas kosztować błąd zaniechania, za który zapłacą wszyscy podatnicy.

(...)Polska nie jest samowystarczalna żywnościowo. Rocznie importujemy ok. 2 mln ton genetycznie zmodyfikowanej soi i kukurydzy na pasze. Można kupić surowiec niezmodyfikowany, ale ok. 30 proc. drożej. (...)

Inny przykład: gąsienica o nazwie omacnica prosowianka nie występowała w naszym kraju przed 2000 r., jednak już w 2006 r. spowodowała w południowej Polsce straty rzędu 40 proc. Zabiegi agrotechniczne nie dają praktycznie żadnego efektu; co więcej, kukurydza zniszczona przez omacnicę jest dodatkowo zanieczyszczona mykotoksynami groźnymi dla ssaków, czyli także dla człowieka. Genetycznie zmodyfikowana kukurydza MON810 zapewnia plony bez strat. Wprawdzie ziarno siewne jest droższe, za to rolnik ma zapewniony zysk, a nie stratę. (...)

(...) Zakaz wykorzystywania w rolnictwie odmian i produktów GMO dopuszczonych przez UE rodzi nie tylko konflikt z prawem unijnym, ale pozbawia też polskich rolników ważnego elementu podnoszenia efektywności produkcji. Ponadto rośliny genetycznie zmodyfikowane mają zasadnicze znaczenie dla produkcji bioenergii z surowców odnawialnych oraz biomateriałów.

Alternatywne rozwiązania, np. często wspominane rolnictwo ekologiczne czy też żywność "naturalna", są bardzo kosztowne i mało wydajne, a przez to adresowane do zamożnego konsumenta gotowego za szczególny produkt zapłacić wysoką cenę. Obecnie rolnictwo ekologiczne w Polsce nie stanowi więcej niż 1 proc.

(...) Obawy związane z użytkowaniem GMO w rolnictwie, które legły u podstaw restrykcyjnych klauzul zawartych w polskich ustawach o paszach i nasiennictwie, najkrócej i najbardziej rzeczowo skwitowała Komisja Europejska. W stanowisku opublikowanym 19 stycznia br. Komisja uznała, że polski rząd nie przedstawił żadnych danych merytorycznie uzasadniających obawy przed GMO i modyfikowaną genetycznie żywnością, które zostały dopuszczone do uprawy i obrotu przez kompetentne organy UE. Należy podkreślić, że przepisy UE dotyczące GMO, a szczególnie modyfikowanych roślin w rolnictwie, są bardzo restrykcyjne. W konsekwencji przed dopuszczeniem do obrotu lub uprawy każda nowa transformacja, anie tylko rodzaj organizmów,jest szczegółowo badana pod każdym względem.

Na zamówienie Departamentu Rolnictwa USA Amerykańska Akademia Nauk opublikowała w 2002 r. raport o wpływie roślin transgenicznych na środowisko koncentrujący się na ocenie, w jaki sposób istniejące regulacje prawne pozwalają przewidywać potencjalne zagrożenia związane z tą technologią. Najważniejsza konkluzja tego opracowania brzmi: rolnictwo w istocie jest aktywnością świadomie ograniczającą bio różnorodność. (...)

(...) Przepisy UE dotyczące GMO są bardzo restrykcyjne. Przed wejściem do obrotu każda nowa roślina jest szczegółowo badana pod każdym względem. Najzwięźlej rzecz ujął w grudniu abp Józef Życiński, wzywając wiernych, aby nie bali się żywności modyfikowanej genetycznie. Medycyna nie ma żadnej wiedzy, by żywność zmieniona genetycznie niosła jakieś zagrożenia" (cytat za PAP). Pod tymi słowami podpisuję się obiema rękami.

Warto poważnie dyskutować o potencjalnych zagrożeniach. Pierwsza kwestia to monopole, globalizacja i zyski. Producent pracuje dla zysku. Obowiązkiem państwa jest kontrola, aby zysk był godziwy i nie krzywdził ludzi.

Kwestia ładu w przyrodzie oraz zachowania bio różnorodności też jest bardzo istotna. Każdy producent rolny dąży do monokultury, a zatem, aby na polu pszenicy rosła tylko i wyłącznie pszenica, a nie maki i chabry. Zrozumiałe, że aby to osiągnąć, rolnik stosuje chemię, która zanieczyszcza środowisko. Dążymy do otrzymania nowych właściwości roślin i zwierząt, które są nam potrzebne, a które nie występowały wcześniej wprzyrodzie. Przykładem może być pszenżyto (czyli krzyżówka dwóch niekrzyżujących się naturalnie gatunków), które otrzymano zaledwie 50 lat temu. Albo tzw. czarne tulipany, których wyhodowanie było możliwe dzięki zastosowaniu... promieniotwórczości.

Pozostaje pytanie: czy mamy 100 proc. pewności i bezpieczeństwa, czy wiemy, jakie będą efekty naszych dzisiejszych działań za kilka pokoleń Otóż uczciwa odpowiedź na to pytanie brzmi: przekształcanie myśli uczonych w codzienne produkty konsumpcyjne prowadzi do większej liczby pytań niż odpowiedzi. Taki jest postęp nauki i techniki. Dzięki temu współcześnie żyjemy tak długo, a jakość naszego życia jest na tak wysokim poziomie. Rezygnując z innowacji, rezygnujemy z poprawy warunków naszego wspólnego bytu.

(...) Przyjęcie przez Polskę bardzo rygorystycznych regulacji w zakresie GMO, jakimi są przepisy UE, w wystarczającym stopniu spełnia wymogi przezorności w korzystaniu z nowych technologii. Nie zamyka też przed producentami możliwości korzystania z nowych technologii, a konsumentom daje prawo wyboru.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Podobał się artykuł? Podziel się!