- Integrowana ochrona z punktu widzenia hodowli i nasiennictwa to zdrowy materiał siewny i odporne, ewentualnie tolerancyjne na choroby i szkodniki odmiany. Nie jest to nic nowego. Hodowla zawsze dążyła do uzyskania takich odmian - mówi portalowi farmer.pl dr Tadeusz Oleksiak z Zakładu Nasiennictwa i Nasionoznawstwa Instytutu Hodowli i Aklimatyzacji Roślin PIB.

Podobnie sytuacja wygląda w nasiennictwie.

- Parametry wartości siewnej nie zmieniły się, brakuje natomiast odpowiednich środków ochrony chemicznej np. zapraw do nasion rzepaku. Mamy wysoki i często niestety niewykorzystany potencjał plonowania roślin, poprawiono zdecydowanie także jakość -odmiany jakościowe pszenicy, ulepszone odmiany rzepaku - a realizowany jest obecnie następny etap hodowli. Odmiany o podwyższonej odporności umożliwiające uzyskiwanie wysokich plonów o dobrej jakości przy zredukowanej ochronie chemicznej - zaznacza dr Oleksiak.

Wprowadzenie integrowanej ochrony to próba usankcjonowania zdroworozsądkowego sposobu gospodarowania, gdzie metody niechemiczne mają pierwszeństwo przed tymi chemicznymi. Szkoda tylko, że tych pierwszych rozwiązań praktyka ma tak mało do zaoferowania.

- Mam nawet wrażenie, że materiał siewny i odmiany odporne mimo że wymieniane w Rozporządzeniu nie są traktowane równie poważnie jak tradycyjne metody chemiczne. Dobre nasiona i odpowiednie odmiany to zalecenia, właściwa ochrona chemiczna zgodna zapisami na etykiecie to kontrolowany nakaz - uważa dr Tadeusz Oleksiak.

Wdrożenie zasad integrowanej ochrony roślin nie spowodowało większych zmian w hodowli roślin, ponieważ takowe następowały już wcześniej. Istnieje szereg problemów związanych z pojawianiem nowych form patogenów i przełamywaniem odporności.

- Badania na rzecz hodowli odpornościowej już od dłuższego czasu są jednym z priorytetów hodowli - dodaje.

Podobał się artykuł? Podziel się!