Decyzja w sprawie propozycji wycofania trzech substancji czynnych z grupy neonikotynoidów ma zostać podjęta na posiedzenie Stałego Komitetu ds. pestycydów w połowie marca. Początkowo zakaz dotyczył stosowania środków we wszystkich uprawach, ale w konsekwencji się z tego wycofano i najnowsze dane mówią o kukurydzy, rzepaku, słoneczniku i bawełnie, ale również zbożach jarych i roślinach ozdobnych. Natomiast odstąpiono od zakazu stosowania ich w takich uprawach jak: burak cukrowy, ziemniaki czy zboża ozime.

Zdaniem dr Jerzego Próchnickiego, dyrektora Działu Rozwoju i Rejestracji firmy Bayer CropScience, nasze ministerstwo rolnictwa, na tydzień przed dyskusją poświęconą temu tematowi, rozpoczęło procedurę wyrejestrowania wszystkich środków z trzema substancjami czynnymi z tej grupy i to zarówno zapraw, jak i preparatów nalistnych. W tej sytuacji trudno przewidzieć jak będzie wyglądał w najbliższej przyszłości nasz rynek środków ochrony roślin.

- Produkcja sadzeniaków oparta jest w dużej mierze o stosowanie insektycydów z omawianej grupy, również buraków cukrowych w 100 proc. To samo dotyczy rzepaku. Jeśli doszłoby do takiej sytuacji, że minister na mocy swojej decyzji wyrejestruje te środki, to straty dotknęłyby też firmy nasienne, a nawet część tej branży mogłoby zniknąć z rynku - uważa dr Próchnicki.

Skąd takie wnioski? - Jeśli nasiona i sadzeniaki w Polsce nie będą mogły być zaprawiane, to będą importowane z zagranicy. To wpłynie na obniżenie konkurencyjności firm krajowych w porównaniu z jakąkolwiek firmą zagraniczną - dodaje.

Dodatkowo materiał siewny nie będzie chroniony, co odbije się bezpośrednio na finansach rolnika. W jaki sposób? Nie wiadomo bowiem ile dokładnie farmer będzie musiał wysiać nasion, aby zebrać satysfakcjonujący plon, wiedząc, że niezwalczane szkodniki spowodują w nim konkretne straty.

- Zamiast jednej jednostki siewnej będzie musiał zastosować dwie, bo połowa będzie wysiana po to, aby szkodniki „nie zjadły" uprawy doszczętnie. W konsekwencji rolnik zapłaci za materiał siewny więcej niż dotąd. W uprawach rzepaku, jeśli nie będzie on zaprawiony, rolnik będzie dążył do ochrony przed szkodnikami, innymi dostępnymi środkami. Efekt będzie taki, że zamiast zainwestować na każdy hektar rzepaku parę gramów zaprawy na nasionach, rolnik zaaplikuje dużo więcej insektycydów nalistnych, nieselektywnych np. z grupy związków fosforoorganicznych lub pyretroidów - podkreśla dr Próchnicki.

Podobał się artykuł? Podziel się!