Jedną z największych bolączek polskiego rolnictwa jest to, że rolnicy w zdecydowanej większości nie wykorzystują potencjału plonotwórczego tkwiącego w nowych odmianach zbóż, ziemniaków oraz innych roślin. zbyt rzadko bowiem wysiewają kwalifikowany materiał siewny.

Niewykorzystana rezerwa
W latach 2001–2005 zaledwie 2,4–4,2 proc. powierzchni uprawy ziemniaków zostało obsadzone kwalifikowanymi sadzeniakami. Wśród zbóż odnawianie materiału siewnego w porównaniu do innych państw było znikome – rzędu kilku proc. żyta i ok. 20 proc. pszenicy i jęczmienia. W 2005 r., po zlikwidowaniu w 2004 r. niewielkich dopłat do materiału siewnego zbóż (11 zł do 100 kg ziarna) i ziemniaków, natychmiast o kilka procent zmniejszyła się sprzedaż kwalifikatów. Zniesienie dotacji do materiału kwalifikowanego spowodowało zmniejszenie areału plantacji nasiennych zbóż aż o 20 proc.

Bardzo niski obecnie poziom wymiany materiału siewnego zbóż w Polsce, w porównaniu do sytuacji sprzed kilkunastu lat, gdy materiał ten był tani i dostarczany do zagród rolników oraz odnawiany co 3 lata, ma kilka przyczyn:
- niedocenianie przez rolników roli materiału siewnego we wzroście plonów i poprawie ich jakości,
- zbyt niskie dochody lub ich brak w gospodarstwach  nastawionych na samozaopatrzenie,
- stosunkowo wysoka cena kwalifikowanego materiału siewnego i sadzeniaków,
- brak w handlu dostatecznej ilości materiału kwalifikowanego (dotyczy to przede wszystkim sadzeniaków).
Wydaje się, że w obecnej sytuacji ekonomicznej większość rolników po prostu nie stać na zakup drogich nasion.
Jak Polska długa i szeroka, rolnicy, zwłaszcza gospodarujący na mniejszych areałach, używają do siewu przede wszystkim własnego ziarna. W tej materii potwierdza się duży konserwatyzm rolników: „dziadek siał swoje ziarno, ojciec też i ja nie będę gorszy”. Również niektórzy dzierżawcy czy właściciele dużych gospodarstw rolnych prowadzą irracjonalną gospodarkę nasienną. Częstym zjawiskiem jest, że rolnicy posiadający duże gospodarstwa kupują np. kilka kwintali kwalifikowanej pszenicy – nowej odmiany, którą zobaczyli na polach demonstracyjnych, następnie rozmnażają ją przez rok i dopiero w drugim roku, gdy zostaje ona już częściowo wyrodzona, obsiewają nią pola produkcyjne. Jaki to ma sens? Przecież w międzyczasie do uprawy wchodzą nowsze – lepsze odmiany. Jednocześnie ci sami rolnicy, którzy żałują pieniędzy na zakup dużych partii kwalifikowanych nasion zbóż, co roku nabywają za duże kwoty nasiona kukurydzy czy też buraków cukrowych lub rzepaku, bo są do tego przymuszeni i w rezultacie dobrze na tym wychodzą, ponieważ uzyskują wyższe plony.

Plonowanie odmian ozimych