Brukselscy urzędnicy już kilkukrotnie zmieniali rządowy projekt ustawy o organizmach genetycznie zmodyfikowanych. Minister rolnictwa deklarował bowiem, że zrobi wszystko, aby maksymalnie ograniczyć obecność GMO na rynku. Ostatecznie Komisja Europejska notyfikowała projekt i dopuściła do prac w Sejmie. Ale stało się to dopiero wtedy, gdy był on zgodny z unijnymi dyrektywami.

- Nasz rząd jest pod ciśnieniem przestrzegania prawa Unii Europejskiej - cieszy się prof. Stanisław Zięba z Rady Gospodarki Żywnościowej. - Biotechnologia rozwija się na świecie, w Europie i w Polsce. Nie dotyczy to tylko rolnictwa, ale wielu innych gałęzi gospodarki narodowej, w których GMO mają swoje zastosowania – dodaje prof. Zięba.

Adam Koryzna z Koalicji na Rzecz Nowoczesnego Rolnictwa podkreśla, że Bruksela zdyscyplinowała polski rząd, a zapisy projektu są zgodne z prawem Unii Europejskiej. - Ale jak zawsze problem tkwi w szczegółach i boimy się, że w ten sposób utrudni się nam żywot w szczegółowych rozporządzeniach – dodaje Koryzna.

Te obawy podziela Marek Przeździak z Rady Gospodarki Żywnościowej, który przypomina, że projekt ustawy o GMO uzyskał na razie tylko wstępną akceptację Komisji Europejskiej. Bruksela czeka jeszcze bowiem na projektu rozporządzeń wykonawczych, które będą zawierać m.in. przepisy o koegzystencji, o odległościach między uprawami GMO, a konwencjonalnymi. - A to wciąż jest wielka niewiadoma – mówi Marek Przeździak. Jego zdaniem Komisja Europejska zastrzegła sobie ostateczną notyfikacje tego prawa od otrzymania ostatecznej wersji ustawy uchwalonej przez Sejm oraz całego kompletu rozporządzeń wydanych przez poszczególne ministerstwa.

Źródło: farmer.pl

Podobał się artykuł? Podziel się!