Politycy PO przekonywali na środowej konferencji prasowej, że ustawa o nasiennictwie dotyczy tylko w 1 procencie roślin modyfikowanych genetycznie. - Cała reszta tej ustawy traktuje o nasiennictwie, czekają na nią rzesze rolników - podkreśliła Dorota Niedziela (PO). Według jej klubowego kolei Pawła Olszewskiego (PO) przepisy ustawy dotyczące bezpośrednio GMO są wynikiem prawa unijnego. - Niewprowadzenie tych zmian groziłoby olbrzymimi karami sięgającymi nawet 500 mln euro - powiedział.

Niedziela przekonywała ponadto, że ta ustawa pozwala "w szybki, jasny sposób uwolnić Polskę od upraw GMO - stwierdzić, na jakim poziomie znajdują się u nas uprawy GMO, wykryć je i zniszczyć". - To nieprawda, że ta ustawa otwiera drzwi dla GMO - zaznaczyła Niedziela.

Wtórował jej Olszewski: Wbrew temu co mówią niektóre środowiska, w żaden sposób nie legalizuje możliwości uprawiania roślin modyfikowanych genetycznie, a wręcz przeciwnie - daje instrumenty prawne, które są w stanie zabezpieczyć Polskę przed tego typu uprawami.

Ustawą o nasiennictwie zajmie się w tym tygodniu Senat. Jeśli nie wprowadzi do niej żadnych poprawek, ustawa od razu trafi na biurko prezydenta. Jeśli poprawki będą, wówczas rozpatrzy je jeszcze Sejm i dopiero wtedy Komorowski będzie ją mógł podpisać, zawetować lub zaskarżyć do TK.

Prezydent jest autorem projektu uchwalonej w listopadzie przez Sejm ustawy o nasiennictwie. Poprzednią ustawę o nasiennictwie zawetował w sierpniu 2011 r.; swoją decyzję uzasadniał niezgodnością tamtej ustawy z prawem UE.