Jako przyczynę wymarznięć Piechowiak podaje m.in. nieprzygotowanie roślin do zimy (długa ciepła jesień i początek zimy), nagły, bardzo szybki spadek temperatur w III dekadzie stycznia i brak w tym momencie okrywy śnieżnej na znacznym obszarze kraju. Nie bez znaczenia dla przetrwania plantacji było też wystąpienie niskie temperatury po ruszeniu wegetacji na przedwiośniu - I dekada marca. Ważna była też odporność odmian, bo można było zauważyć znaczne różnice w przezimowaniu odmian w tych samych warunkach (na tym samym polu).

Jak w tej sytuacji poradziły sobie firmy nasienne? Jak wiadomo na wiosnę z powodu konieczności przesiewów ozimin i zastąpienia ich uprawami jarymi, brakowało materiału kwalifikowanego zbóż jarych. Prognozowano, że nasion zabraknie też jesienią, podczas siewu zbóż ozimych.
Zdaniem Grzegorza Piechowiaka przemysł nasienny szybko zareagował na zaistniałą sytuację. - Nastąpił wówczas szybki kontakt firm nasiennych ze swoimi plantatorami, wielokrotne wspólne lustracje plantacji w celu podjęcia decyzji i motywowanie plantatorów do utrzymania plantacji nawet przy zmniejszonym plonie nasion. Nastąpiła też pomoc w zaopatrzeniu plantatorów w materiał siewny na przesiewy, w tym zwiększona kontraktacja zbóż jarych - podkreślał Piechowiak.

Wśród zainicjowanych działań wymienia też natychmiastowe wstrzymanie przez firmy nasienne sprzedaży zapasów nasion zbóż ozimych na cele konsumpcyjne i paszowe oraz zabezpieczenie ich na sezon siewny jesień 2012. Szybkie rozpoczęcie przez firmy nasienne działań w celu pozyskania plantacji potencjalnie nadających się do zgłoszeń do oceny polowej i zakwalifikowania w stopniu C2.

- Podjęto też próby oszacowania podaży materiału siewnego na podstawie zebranych danych o utraconych z powodu wymarznięcia plantacjach nasiennych. Uzyskanych informacji o dodatkowych zgłoszeniach do oceny polowej plantacji w stopniu C1 na C2 i uzyskanych danych o remanentach i zapasach nasion - dodał Piechowiak.