Zarząd Krajowej Rady Izb Rolniczych (KRiR) zwrócił się do ministra rolnictwa i rozwoju wsi z wnioskiem o zmiany ustawy o ochronie prawnej odmian roślin. Izba Rolnicza chce w ten sposób zweryfikować przepisy pozwalające Agencji Nasiennej w Lesznie na sprawdzenie, jakiego materiału siewnego używają rolnicy na swoich polach.

Organizacja hodowców zgodnie z ustawą ma możliwość przeprowadzenia kontroli w gospodarstwie rolnym w celu weryfikacji uzyskanych informacji ze stanem faktycznym. 

Ta forma pozyskiwania danych nie podoba się KRiR, która domaga się podjęcia pilnych prac nad zmianą obowiązujących przepisów. W ten sposób udostępniane są dane osób, od których pobierane są opłaty za tzw. odstępstwo rolne.

- Dzięki wyłącznemu prawu, hodowcy mają możliwość finansowania swoich prac hodowlanych. Tak jest w całej Europie, w całym świecie. Nie prowadzi się bowiem zarówno na poziomie Unii i Polski, hodowli roślin za pieniądze publiczne - mówi prof. Edward Gacek.

Działalność hodowlana jest działalnością komercyjną i może być prowadzono tylko i wyłącznie za własne środki. W związku z tym jest ochrona własności intelektualnej. Ta ochrona, czyli wyłączne prawo do odmian pozwala na odtwarzanie kosztów hodowli. Taka jest idea konwencji UPOV i hodowców we wszystkich państwach w których te systemy obowiązują.

- Wiem, że nie wszyscy chcą płacić, nie wszyscy chcą to respektować. Rolnicy mówią, że jest za drogo, ale w tej sytuacji chodzi o samą świadomość rolników i hodowców. W obszarze ochrony prawnej odmian i przywileju rolnika rola COBORU jest ograniczona. Ogranicza się ona tylko do przyznawania wyłącznego prawa. Natomiast w wypadku przywileju rolnika my nie mamy tutaj nic do powiedzenia. To jest sprawa dwóch stron. To jest obszar, który powinni między sobą rozwiązywać hodowcy lub związki hodowców oraz rolnicy lub związki rolników - powiedział prof. Edward Gacek.

Polski system krajowy ochrony prawnej odmian jest jednym z 23 funkcjonujących w Europie.

Gdyby w Polsce wycofano się z ochrony prawnej odmian to i tak te zmiany odnosiłyby się tylko i wyłącznie do odmian chronionych prawem krajowym. Dotyczyło by to około 50 proc. odmian, które rosną na polskich polach, ogrodach i w sadach.