PRZEGLĄD PRASY: Na światowych rynkach gwałtownie rosną ceny niemodyfikowanej genetycznie soi. Obecnie za tonę tego surowca trzeba zapłacić nawet o 100 dolarów więcej niż za jego modyfikowany odpowiednik. Jeszcze pół roku temu różnica ta oscylowała wokół 40 USD.

Eksperci uważają, że ma to związek ze zbliżającym się terminem wejścia w życie polskich przepisów zakazujących uprawy i używania roślin GMO do produkcji pasz stosowanych w żywieniu zwierząt. Przyjęta za rządów PiS ustawa stanowi, że zakaz dotyczący pasz zacznie obowiązywać od i sierpnia 2008 r. Jeśli przepisy wejdą w życie, trzeba będzie importować miliony ton niemodyfikowanej soi, a jej zasoby na świecie są ograniczone. Stąd nagły skok cen tego surowca.

Producenci pasz i hodowcy zwierząt załamują ręce, ponieważ Polska jest jedynym krajem w Europie, który wprowadza tak restrykcyjne przepisy dotyczące żywienia zwierząt. Zakaz stosowania GMO jest sprzeczny z prawem UE. Jeśli zostanie utrzymany, Komisja Europejska może nałożyć na Polskę kary sięgające nawet 260 tys. euro dziennie. Ograniczenie możliwości używania śruty sojowej w paszach oznacza też wzrost kosztów produkcji mięsa.

Rząd powinien wprowadzić trzyletnie moratorium w sprawie GMO, bo inaczej wyda wyrok na polskich producentów mięsa, którzy będą niekonkurencyjni na rynkach UE - stwierdza Maciej Tomaszewicz, sekretarz generalny Polskiej Izby Zbożowo-Paszowej. Dodaje, że w 2011 r. nikt nie będzie miał wątpliwości, że bez roślin GMO nie da się zaspokoić potrzeb paszowych. Stosowana w paszach śruta sojowa pochodzi przede wszystkim z USA i Argentyny, gdzie rośliny GMO stanowią 90 proc. całości upraw. Pewne ilości niemodyfikowanej soi można jeszcze kupić w Brazylii, ale cena tego surowca gwałtownie rośnie. - Sądziliśmy, że za tonę śruty z niemodyfikowanej soi trzeba będzie zapłacić o 40 dolarów więcej niż za produkt GMO, ale już teraz ekologiczna śruta jest znacznie droższa - mówi Tomaszewicz. Jego zdaniem, wprowadzany zakaz najpierw uderzy w producentów pasz, a potem w przemysł drobiarski. W hodowli trzody chlewnej czy bydła soję można zastąpić innymi roślinami wysokobiałkowymi, jednak wiąże się to ze znacznym wzrostem kosztów produkcji. W przypadku drobiu jest to praktycznie niemożliwe - mówi prof. Jadwiga Seremak-Bulge z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej. Jej zdaniem, od uprawy roślin GMO nie ma odwrotu, bo tylko w ten sposób można zaspokoić światowe zapotrzebowanie na żywność. - Jeśli plantację kukurydzy zaatakuje np. omacnica prosowianka, to straty mogą sięgać nawet 90 proc. - tłumaczy ekspertka z Instytutu. Dodaje, że modyfikowana kukurydza jest odporna na takie szkodniki. Seremak podkreśla, że nikt nie udowodnił, iż GMO jest szkodliwe dla zdrowia człowieka. - Jeśli chcemy być ostrożni, to dopuśćmy przynajmniej kukurydzę GMO do produkcji biopaliw-stwierdza Seremak.

Źródło: Parkiet

Podobał się artykuł? Podziel się!