To, że oferta rosyjskiego Acronu jest nieatrakcyjna wiadomo było już w dniu, gdy rosyjska firma ogłosiła wezwanie do sprzedaży do 64,8 proc. akcji Azotów Tarnów (osiągnąłby dzięki temu 66 proc. głosów na WZA firmy). W tej sprawie, w mniej lub bardziej oficjalny sposób, wypowiedziała się już większość znaczących akcjonariuszy małopolskiej grupy.


Aviva PTE, które ma 9,36 proc. akcji, jeszcze w dniu ogłoszenia wezwania uznało zaproponowaną cenę - 36 zł za papier - za "wyjątkowo niesatysfakcjonującą". O tym, że jest ona "nieatrakcyjna" mówili również przedstawiciele Generali OFE, posiadacza pakietu 5,06 proc. "Nie odzwierciedla naszych oczekiwań" stwierdziło także szefostwo PZU, który ma 5,26 proc. akcji Azotów Tarnów.

Dotychczas w sprawie nie wypowiedział się oficjalnie ING OFE, będący w posiadaniu 12,92 proc. akcji chemicznej grupy. Skarb Państwa (32,04 proc. w akcjonariacie), bez akceptacji którego inwestor nie ma co marzyć o przejęciu Azotów Tarnów, również nie dał na razie jednoznacznej odpowiedzi. Minister Mikołaj Budzanowski powiedział jednak ostatnio dyplomatycznie, że do oferty Acronu podchodzi z "umiarkowanym optymizmem".

Najpewniej resort wstrzyma się z wydaniem oficjalnego komunikatu w tej sprawie do czasu wydania przez zarząd Azotów Tarnów formalnej opinii. Ma to, według naszych informacji, nastąpić na początku czerwca, jest raczej pewne, że małopolska spółka da Rosjanom kosza. Wszystko wskazuje na to, że Acron nie zostanie inwestorem strategicznym w Azotach Tarnów.

Być może sytuacja wyglądałaby nieco inaczej, gdyby rosyjski koncern zaoferował za większościowy pakiet chemicznej grupy większe pieniądze. Inwestor deklaruje jednak, co potwierdził wiceprezes grupy Acron w wywiadzie, że podwyższanie ceny w wezwaniu byłoby nieuzasadnione. A kurs akcji ATT obecnie przekracza 36 zł.

Aleksander Grad, były minister Skarbu Państwa uważa, że akcji Azotów Tarnów nie należy sprzedawać rosyjskiemu inwestorowi z dwóch powodów. Po pierwsze przesunięcie ośrodka, który decydowałby o funkcjonowaniu grupy poza granice Polski, mogłoby podważyć sens realizacji podjętego już z woli rządu programu łupkowego. Pamiętajmy, że branżą, która wykorzystuje obecnie najwięcej gazu ziemnego jest właśnie wielka synteza chemiczna.

Więcej na portalu wnp.pl