Pochodzenie naszych gleb w dużej mierze decyduje o tym, że naturalnie się zakwaszają. W takich warunkach dochodzi między innymi do wymywania kationów, a w przypadku wapnia są to straty dochodzące nawet do kilkuset kg CaO z hektara rocznie. Skutkiem tego jest sukcesywne zakwaszenie naszych gleb. Sami rolnicy także w dużej mierze się do tego przyczyniają. Wraz z coraz wyższymi plonami wynosimy z pola coraz więcej wapnia. Drugą istotną przyczyną jest nieracjonalne nawożenie mineralne, głównie azotowe.

Pomimo tego, że większość rolników jest świadomych tego, że nasze gleby wymagają regularnego wapnowania, to cena wapna, wysoki koszt jego transportu oraz trudności w tego typu przeprowadzeniu zabiegów wpływają ograniczająco na zakres i ilość stosowania nawozów wapniowych. Średnie ich zużycie w naszym kraju jest nadal na drastycznie niskim poziomie (poniżej 40 kg CaO/ha na rok). To zdecydowanie zbyt mało, aby poprawić stan polskich gleb w sytuacji, gdy prawie połowa z nich sklasyfikowana jest jako kwaśne lub bardzo kwaśne. Taka ilość nie wystarczy nawet na zneutralizowanie stosowanych w gospodarstwie fizjologicznie kwaśnych nawozów. Przykładowo przyjmuje się, że na zobojętnienie 1 kg azotu podanego na pole potrzeba 1,5-2 kg CaO. W Polsce stosuje się średnio statystycznie na hektar ok. 70 kg azotu. By nawozy azotowe nie przyczyniły się do zakwaszenia środowiska glebowego, przy takiej dawce potrzebne jest zatem 105-140 kg CaO rocznie.

ZACZĄĆ OD UREGULOWANIA PH

Jeśli dążymy to optymalizacji naszych kosztów w gospodarstwie, powinniśmy zacząć od uregulowania odczynu. To podstawowy warunek opłacalności produkcji rolniczej. Wraz ze spadkiem pH zachodzi bowiem w glebie wiele negatywnych następstw. Między innymi pogarsza się jej struktura i zaburzone są stosunki wodno-powietrzne. Z punktu widzenia odżywienia roślin poważną konsekwencją zakwaszenia środowiska glebowego jest słabsza dostępność podstawowych składników pokarmowych. Na dowód tego dołączamy po raz kolejny dwie bardzo obrazowe grafiki (rys. 1 oraz rys. 2). Jak widać na załączonych rysunkach, na glebach bardzo kwaśnych, o pH 4-4,5, azot, fosfor, potas, wapń, magnez są bardzo słabo dostępne dla roślin. Ich przyswajalność zwiększa się w miarę wzrostu pH. Szacuje się, że przy odczynie bardzo kwaśnym jedynie 30 proc. azotu, potasu i magnezu może zostać wykorzystane przez rośliny (między innymi z powodu zachodzących strat na skutek silnego wymywania). Jeszcze gorzej jest w przypadku fosforu. Z podanej puli tego składnika rośliny mogą wykorzystać jedynie 20 proc. Dzieje się tak, gdyż w glebach kwaśnych fosfor wprowadzany w nawozach mineralnych szybko wiąże się z glinem oraz żelazem i tworzy formy niedostępne dla roślin. Nie można tu także pominąć kolejnej negatywnej konsekwencji stopniowego zakwaszenia gleby. Wraz ze spadkiem pH uaktywnia się coraz większa ilość glinu ruchomego. Duża koncentracja tych jonów w roztworze glebowym stanowi poważne zagrożenie dla roślin (glin ogranicza przede wszystkim rozwój systemu korzeniowego). Mało wydajny korzeń pobiera mniej składników pokarmowych, a sama roślina staje się bardziej podatna na suszę i inne czynniki stresowe. Ze słabo wykształconym korzeniem oraz obniżoną dostępnością podstawowych składników pokarmowych o uzyskaniu stabilnych i wysokich polonów możemy zapomnieć. Podsumowując, raz jeszcze podkreślamy, że przy braku uregulowania pH zwiększone nakłady na nawożenie nie przyniosą żadnego efektu. Roślina nie jest w stanie tych składników pobrać i wykorzystać. Wręcz przeciwnie - może to doprowadzić do jeszcze większego zakwaszania środowiska glebowego.