Połączenie dwóch dużych firm zawsze jest procesem kosztownym, trudnym i nie zawsze udanym. Statystyki są nieubłagane. Połowa połączeń kończy się fiaskiem.
Niekiedy nawet po - wydawałoby się - udanej fuzji następuje kryzys i rozwód.

Przykładem może służyć choćby branża motoryzacyjna. Odtrąbione jako sukces połączenie niemieckiego Daimlera z amerykańskim Chryslerem zakończyło się po niespełna dziewięciu latach "zerwaniem" i wzajemnymi oskarżeniami.

By tak się nie stało w przypadku Tarnowa i Puław, fuzja musi zostać dopracowana w najdrobniejszych szczegółach.

Bez tego zamiast sukcesu czeka nas spektakularna klapa. I tylko trochę pomaga połączeniu fakt, że obie firmy pozostają pod kontrolą jednego właściciela.

Groźny monopol?

Zanim jednak rozpocznie się dopracowywanie szczegółów, potrzebna jest zgoda urzędników. Zgodnie z przepisami, transakcja podlega zgłoszeniu do urzędu antymonopolowego, jeżeli biorą w niej udział firmy, których łączny obrót w roku poprzedzającym przekroczył miliard euro na świecie lub 50 mln euro w Polsce. Puławy i Grupa Tarnów przekraczają obie te granice.

Fuzja ma ogromne znaczenie dla przyszłości polskiego rynku chemicznego.

Jednak nie wszyscy oklaskują ten pomysł. Już teraz podnoszą się pierwsze głosy sprzeciwu.

- Sprawa konsolidacji tych dwóch podmiotów narusza naszym zdaniem nie tylko przepisy ustawy o ochronie konkurencji, ale tak naprawdę finalnie może być wymierzona w każdego konsumenta - czytamy w stanowisku niezależnego producenta nawozów, spółki Luvena z Lubonia.

Więcej na wnp.pl