- W roku 2011 podaż nawozów ze wschodu była bardzo niska. Powodem tej sytuacji był fakt, że Rosjanom bardziej opłacało się sprzedać produkty na rynki chińskie i indyjskie. Tam uzyskiwali za nie dużo lepsze ceny, tam też zwiększa się z roku na rok ich zużycie, a więc sam popyt. Oczywiście rosną także potrzeby nawozowe rosyjskiego rolnictwa - mówi portalowi farmer.pl Krzysztof Zachaj, szef Działu Nawozów firmy Agrosimex.

- Trzeba pamiętać, że Rosja i Białoruś to największy dostawca na rynek Polski soli potasowej. Są to też duzi gracze na rynkach światowych. My oczywiści kupujemy od nich nawozy, zwłaszcza z tych fabryk blisko nas położonych, ale import jest też ograniczony z powodu obecnych bardzo wysokich kursów walut. Zawirowania walutowe w pewnym momencie chronią nasz polski rynek przed nadmiernym zalaniem nawozami ze wschodu. Z drugiej strony obserwujemy, że są one potrzebne na terenach przygranicznych - uzupełniając ofertę nawozową - dodaje Zachaj.

Zdaniem specjalisty oczywiście nawozy z krajów byłego ZSRR docierają do nas. - W zależności od roku podaż nawozów azotowych ze wschodu jest różna. Rolnicy je kupują, bo mają zazwyczaj niższą cenę. W ostatnich latach także jakość nawozów importowanych z Rosji uległa zdecydowanej poprawie - podkreśla Krzysztof Zachaj.