Czy obecny system zaleceń nawozowych sprawdza się w praktyce rolniczej? – takie pytanie postawiła przed zebranymi dr Tamara Jadczyszyn z Instytutu Uprawy, Nawożenia i Gleboznawstwa w Puławach. W swoim wystąpieniu skoncentrowała się na prezentacji opracowanego przez Instytut systemu doradztwa nawozowego o nazwie Naw Sald. Jego podstawą jest bilans składników pokarmowych NPKMg wg metody „na powierzchni gleby”. Jest on więc nastawiony na odżywianie roślin, a nie gleby. W Polsce to jedyny system wsparcia decyzji nawozowych dla dużej liczby gatunków roślin uprawnych. Jest on zalecany przez MRiGŻ do sporządzania  spójnych planów nawozowych w gospodarstwach położonych na OSN (obszary szczególnie narażone, z których odpływ azotu ze źródeł rolniczych do wód należy ograniczyć), oraz tych wszystkich które realizują programy rolnośrodowiskowe.

W dyskusji wskazano szereg czynników ograniczających jak: brak potwierdzenia w warunkach polowych że zalecenia płynące z systemu Naw Sald są prawidłowe, jego obsługa  jest trudna, a wadą systemową jest nie uwzględnianie w bilansie N min. w glebie. Wskazywano także na zbyt mało szczegółowe zalecenia z niego płynace. Współczena technika pozwala znacznie precyzyjniej ustalać wysokość dawki poszczególnych składników odżywczych. W dużych gospodarstwach korzystając z GPS-u stosowane jest zmienne dawkowanie w obrębie poszczególnych pól. Tego typu rozwiązania powinny już trafić do gospodarstw 30-50 ha, a więc rodzinnych. Należałoby pomyśleć o udostępnieniu ich w formie usług, bo cena zakupu tego typu urządzeń jest niejednokrotnie ponad możliwości finansowe gospodarstwa. Padł wniosek w sprawie uporządkowania sprzedaży para-nawozów, które jako środki o cudownym działaniu utrudniają wdrażanie zasad chociażby poprawnego nawożenia.

Wiele uwagi poświęcono gospodarstwom małym, gdzie zagadnienie właściwego odżywiania roślin jest najbardziej zaniedbane. Podstawą ich kłopotów jest niski odczyn gleb. Drobne gospodarstwa, o niskim potencjale finansowym, starają się produkować jak najtaniej. Tnąc koszty w pierwszej kolejności wyeliminowały wapnowanie. Padł wniosek, aby rząd znalazł rozwiązanie dla przywrócenia dopłat do wapnowania.  

Zwrócono też uwagę na bezsens niektórych przepisów prawa nawozowego. Jako przykład podano, zakaz rozsiewania nawozów azotowych wiosną przed 1 marca. Rolnik z woj. wielkopolskiego przekonywał, że wieloletnie doświadczenie uczy iż w jego terenie dawkę startową azotu trzeba wprowadzić na oziminy o tydzień wcześniej, na zamarzniętą jeszcze glebę. Stosując się do przepisów będzie to mógł zrobić dopiero po 15 marca, bo ok. 1 marca ziemia rozmarznie i nie wjedzie w pole. W tym czasie start ozimin w  wegetację będzie przebiegał bardzo ospale. Aby nadrobić stracony czas będzie musiał zastosować wyższą dawkę N, co naraża go na niedostosowanie się do wymagań dyrektywy azotanowej.

Jak widać dyskusja była bardzo burzliwa i prowadzono ją na wielu płaszczyznach rolnictwa.

Podobał się artykuł? Podziel się!