Zdawałoby się, że nie ma co tematu roztrząsać. Rozsiany nawóz wymieszać agregatem uprawowo siewnym, pracującym na głębokość 7 do 10 cm. Składniki mineralne – azot, fosfor i potas znajdą się wokół wysianych następnie nasion. Jest to klasyczne rozwiązanie, wykorzystywane w systemie uprawy płużnej. Zalety – szybkie i proste w wykonaniu. Obarczone jest jednak poważną wadą wynikającą ze złego ilościowego rozkładu składników mineralnych w glebie. Kumulują się one w płytkiej warstwie powierzchniowej. Doprowadza to do sytuacji, w której system korzeniowy zbóż czy też rzepaku jest płytki (nie jest zmuszony czynnikami środowiskowymi do penetracji głębszych warstw gleby), słabo kotwiczy rośliny, a w wypadku braku opadów, bardzo szybko zaczyna brakować wody.

Sytuacja pogarsza się jeszcze bardziej, gdy gospodarstwo rezygnuje z pługa. W wypadku uprawy uproszczonej, nawóz wprowadzany jest jeszcze płycej, lub wręcz pozostaje na powierzchni gleby - uprawa zerowa. W konsekwencji składniki pokarmowe lokalizowane są bardzo płytko. Dotyczy to szczególnie fosforu, który słabo migruje w głąb profilu glebowego.

Tak źle, a tak jeszcze gorzej – jeżeli jesteś taki mądry, to powiedz jakie jest rozwiązanie, pomyśli niejeden z Czytelników. Cóż, w wypadku zbóż ozimych, niewiele można zrobić, ale pod zboża jare celowe jest rozłożenie nawożenia fosforowo-potasowego na jesień i wiosnę. Optymalny termin ich stosowania pod rośliny jare, przypada na okres po zbiorze przedplonu, a wiec przed podorywką czy też orką siewną. Wiosną skladniki te dajemy pod agregat uprawowo siewny. Uzyskujemy wówczas dobre ich wymieszanie na stosunkowo dużą głębokość. Jest to szczególnie ważne w odniesieniu do mało ruchliwego w glebie fosforu.

W wypadku rzepaku możliwości precyzyjnego odżywiania mineralnego są dużo większe – mam na myśli nawożenie zlokalizowane. Jego wdrożenie wymaga siewu w rzędy co 45cm. Potrzebny jest też siewnik z nabudowanym rozsiewaczem nawozów wyposażonym w redlice. Pracują one kilka cm z boku i o kilka cm poniżej zasiewanego rzędu. Zastosowany sposób aplikacji, zmienia (w stosunku do tradycyjnego systemu) ilościowy rozkład składników pokarmowych w glebie. NPK nie jest rozproszony w warstwie 0 – 10cm, lecz zlokalizowany 5 cm poniżej głębokości siewu. Wyrastający korzeń w naturalny sposób natrafia na te składniki i nawet kiedy N i K są wymywane, to nie stracone, bo korzeń podąża za nimi. Jest też wersja „luksusowa” tego rozwiązania, ale aby ją bliżej poznać trzeba zajrzeć do mojego wcześniejszego artykułu „Nawożenie a’la Gryn”, publikowanego w miesięczniku Farmer jak i zamieszczonego na portalu farmer.pl.

Podobał się artykuł? Podziel się!