Punkt higroskopijności dla danego preparatu jest ważnym elementem i trzeba go uwzględniać przy stosowaniu nawozów mikroelementowych. Mówi on o podatności, w tym przypadku nawozów, na wchłanianie wilgoci lub nawet wiązanie się z wodą. Woda ta może pochodzić z wilgoci znajdującej się w gruncie, a co szczególnie istotne dla nawozów dolistnych z pary wodnej znajdującej się w powietrzu czy z rosy osadzającej się na powierzchni nawozu.

Jednocześnie teoretycznie nawozy można stosować w temperaturach od 0-40°C. Jednakże w naszym klimacie przy temperaturze 40°C rośliny giną, a stosowanie nawozów w temperaturze powyżej 20°C jest nieefektywne, bowiem przy wyższej temperaturze i niskiej wilgotności powietrza zanim kropla dotrze do liści zdąży odparować. Dlatego, aby zapewnić dotarcie nawozu do liścia, jego wchłanianie i pobranie należy znać punkt higroskopijności, który waha się od 30 do 90 proc w zależności od stosowanego nawozu dolistnego.

Dla każdego nawozu dolistengo wyznaczono punkt higroskopijności i o tą wartość trzeba dopytywać podczas zakupu nawozu. Wiadomo wówczas w jakich warunkach oprysk powinien być przeprowadzony, żeby był skuteczny, np. dla siedmiowodnego siarczanu magnezu wilgotność powietrza musi być powyżej 90 proc. Taka wilgotność powietrza występuje w nocy, między 3-4 godz. przed punktem rosy i ten moment jest właściwy do aplikacji przykładowego nawozu.

Jednakże w tej chwili jest inny problem, doskwiera susza i nie ma rosy. Czy zatem jest sens stosować nawozy mikroelementowe? Nie ma – powiedział prof. Witold Grzebisz podczas swojego wykładu na spotkaniu z rolnikami zorganizowanym przez firmę Agrosimex 28 05.br. w Kołaczkowie. Dodał, że aplikacja nawozu w takich warunkach sprawi, że nawóz pozostanie na roślinie, poparzy liście i dodatkowo skróci długość fazy nalewania ziarna, która trwa od 45 do 60 dni. Skrócenie fazy nalewania ziarna o kilka dni to zmniejszenie akumulacji ziaren nawet o kilkaset kg.