Późnojesienne stosowanie nawozów naturalnych jest zdecydowanie lepsze (listopad) niż wiosenne, lecz gorsze niż wczesno jesienne (wrzesień). Obarczone jest też pewnym ryzykiem. Jednak rolnicy chociażby ze względu na fakt późno schodzących z pola przedplonów zmuszeni są aplikować je w tych terminach. Jakie niesie to za sobą konsekwencje?

Prof. Witold Grzebisz z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu podczas rozmowy z nami podkreślił, że stosowanie nawozów w listopadzie, zwłaszcza obornika, przy obecnych ciepłych zimach, uruchamia procesy mineralizacji. Pierwszym produktem azotowym jest amoniak, który po transformacji w formę amonową zostaje związany w glebie.

Wiosną w miarę wzrostu temperatur nastąpi przyspieszenie procesów mineralizacji, a tym samym azot i inne składniki będą łatwo dostępne dla roślin jarych. Stosowanie gnojowicy, która zawiera nawet do 60 proc. azotu w formie amonowej, wymaga dobrego przykrycia. W tym przypadku w warunkach ciepłej i mokrej zimy, część azotu ulegnie utlenieniu do formy azotanowej i zostanie przemieszczona w głębsze warstwy gleby.

Warto jednak zaznaczyć, że w tym roku z powodu znacznego obniżenia się lustra wody, problemów z suszą, niebezpieczeństwo wymywania azotanów z nawozów naturalnych aplikowanych późno jest małe.