- Przed kilkoma laty rolnik nie znał nawozów fosforowych lub wieloskładnikowych na bazie częściowo rozłożonego fosforytu, a obecnie często nie do końca doinformowany stosuje tak drogie krajowe nawozy, o bardzo słabej przyswajalności. Dyskusja o jakości nawozów jest jeszcze najczęściej mało merytoryczna, oparta często o hasła marketingowe, mające niewiele wspólnego z efektywnością przyrodniczą i ekonomiczną stosowanych nawozów. Często najważniejszym argumentem jest cena za masę nawozu (na przykład za 1 tonę), bez względu na koncentracje i przyswajalność składników pokarmowych - mówi portalowi farmer.pl Adama Grześkowiak z Zakładów Chemicznych Police.

Jak dodaje specjalista gdyby nawozy na rynkach światowych, w tym „za wschodnią granicą" były tańsze od naszych produktów nikt nie powstrzymałby się od ich importu. - Zasada swobodnego przepływu towarów jest powszechna, ale importuje się przede wszystkim takie produkty na których można zarobić. Niewielkie od lat ilości importowanych nawozów (z wyjątkiem soli potasowej, która pochodzi tylko z importu, bo jej w Polsce nie mamy) wskazują na wysoką jakość produktów oraz „powściągliwość cenową" polskich producentów nawozów - mówi Grześkowiak.

Podobał się artykuł? Podziel się!