W gospodarstwie państwa Perzynów z Jackowic budowa płyty obornikowej w toku. Teoretycznie powinna ona powstawać z unijnych funduszy. Koszty jednak ponoszą sami rolnicy. A wszystko, dlatego że zaufali firmie, która podpisała z nimi umowę, wzięła pierwszą cześć pieniędzy i słuch po niej zaginął.

- Pieniądze, które wpłacono zniknęły, musimy wyłożyć własne, żeby uzyskać druga transzę. Tymczasem podrożały materiały, paliwo – mówi Stanisław Perzyna, wieś Jackowice.

Historia pana Stanisława nie jest odosobniona. Tej samej firmie zaufali prawie wszyscy rolnicy z gminy Zduny, którym udało się skorzystać z programu dostosowania do unijnych standardów na lata 2004-2006.

Pierwszą cześć płatności Agencja Restrukturyzacji wypłacała przed rozpoczęciem inwestycji drugą zaś po jej zakończeniu. Ale aby dotacji nie utracić budowę zbiorników do przechowywania nawozów naturalnych trzeba zakończyć w tym roku. – Umowa była tak skonstruowana, że rolnicy niezależnie od tego czy firma weszła na budowę czy nie, musieli w ciągu 14 dni od przyjścia środków z Agencji przekazać środki tej firmie – mówi Marian Miziołek, który stracił w ten sposób 30 tys. zł.

Mimo wszystko rolnicy nie zamierzają się poddawać. O pomoc zwracali się do resortu rolnictwa i sprawiedliwości. Gdy i to nie pomogło, postanowili wejść na drogę sądową.

Zdaniem firmy, która nie wywiązała się z umów cała historia mogłaby wyglądać inaczej gdyby nie rolnicy, którzy są winni jej pieniądze. - Mogą kierować sprawy do sądów, mogą przed sądem te sprawy wygrywać, tak jak część rolników już wygrała, z tym że staramy się na pewno zawierać ugody z tego względu, że jest duża część rolników, którzy i nam są winni pieniądze – tłumaczy Dominik Ciuchnicki z firmy budowlanej.

Rolnicy, którym firma wybudował płyty twierdzą, że nie zamierzają płacić za buble.

Źródło: Dorota Florczyk/Agrobiznes