Nasz rynek nawozowy ma wielomiliardową wartość. Nic więc dziwnego, że wiele firm chce na nim zaistnieć. W Unii Europejskiej większymi rynkami są tylko francuski i niemiecki.

- Każdy chce uszczknąć z tego tortu jak największy kawałek. Przy tak dużej konkurencji nie jest to jednak łatwe - przyznaje Piotr Żmijewski, dyrektor ds. handlowych Procam Polska. Według niego firmy, które dostarczają nawozy, muszą oferować coś więcej, sama sprzedaż nawozów to zbyt mało.

Jaką receptę mają więc firmy, by zaistnieć na naszym rynku nawozowym?

Na przykład rosyjscy producenci oferują nawozy po bardzo niskich, przez wielu uznawanych za dumpingowe cenach.

Więcej o rosyjskim zalewie nawozowym czytaj tutaj: Rośnie import nawozów z Rosji. To groźne dla Grupy Azoty i całej branży

Polscy producenci próbują umacniać swoje pozycje na rynku poprzez zwiększanie oferty produktowej. Jeszcze całkiem niedawno firmy w swojej ofercie miały kilka rodzajów nawozów, a teraz są to dziesiątki. Jak mówi prof. Janusz Igras, dyrektor naukowy Instytutu Nowych Syntez Chemicznych, dalsze zwiększanie oferty nawozów to konieczność. Firmy będą zmuszone produkować nawozy pod określone gleby i uprawy. Dalsza specjalizacja nawozowa to tylko kwestia czasu.

Jeszcze inny sposób na zachowanie pozycji rynkowej proponuje Procam. Firma oprócz prostego handlu nawozami i środkami ochrony roślin prowadzi doradztwo.

Już sama sprzedaż nawozów i środków ochrony roślin jest dla rolników atrakcyjna, bo po prostu pozwala zaoszczędzić czas. Jeśli do tego dochodzi doradztwo, to jest to swoistego rodzaju wartość dodana.

- Atrakcyjność takiej oferty wydaje się mała w normalnych warunkach, ale jeśli mamy warunki niestandardowe, wymagające natychmiastowej reakcji, wtedy nasza oferta jest szczególnie atrakcyjna - mówi Żmijewski.

Eksperci są zgodni, że przy tak dużej konkurencji firmy oferujące dla rolników usługi łączone mają największe szanse umocnienia się na rynku.

Podobał się artykuł? Podziel się!