W niektórych regionach Polski są miejsca, gdzie zalega na polach jeszcze śnieg, w innych mimo jego braku, jest za mokro. Zdaniem prof. Witolda Grzebisza - eksperta z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu, jak najszybciej należy zastosować na plantacjach ozimych nawożenie azotowe.

- Uważam, że ten rok jest fantastyczny. Rośliny są w bardzo dobrym stanie i na dzień dzisiejszy nie widzę niebezpieczeństwa dla upraw. Jest jedna kwestia. Trzeba już zastosować nawożenie azotem. Są jednak ograniczenia, że tego nie będzie można wykonać z powodu wilgoci na polu i niemożności wjechania maszyną na nie, szczególnie na glebach cięższych, bo jest za duże uwilgotnienie - mówi w rozmowie z portalem farmer.pl prof. Grzebisz.

Co ważne ekspert dodaje, że rolnicy muszą zwrócić uwagę - mimo iż niektórzy sugerują, że w drenach nie ma wody, to gleba cały czas jest przesiąknięta do pierwszego poziomu wód podziemnych. - W związku z tym następuje wymywanie azotanów i przez to nie sądzę, żeby w glebie były duże zasoby azotu. Nie sądzę też, żeby w glebie były duże zasoby siarki. Dlatego pierwsze działanie rolnika, zwłaszcza w uprawie rzepaku, to zastosowanie nawozów zawierających nie tylko czysty azot, ale także siarkę. Z siarką nie należy czekać do drugiego zabiegu - apeluje prof. Witold Grzebisz.

Podobna sytuacja powinna mieć miejsce też w zbożach, chociaż te są w lepszej kondycji. - Jest jedna zasada. Rolnik musi pójść na pole i zobaczyć jaki jest stan rozkrzewienia zbóż. Jeśli są to dwa trzy liście, czy szpilkowanie - to wiadomo, trzeba roślinę wspomóc. Ale jeśli jest ona w dobrym stanie rozkrzewienia to nie ma sensu działać, trzeba zastanowić się, pobrać próby gleby, oznaczyć zawartość azotu mineralnego i na tej podstawie podjąć decyzję o pierwszej dawce azotu, którą trzeba zastosować jak tylko będzie możliwość podjęcia działań agrotechnicznych - podkreśla prof. Grzebisz.

Jednocześnie dodaje, że on może tylko sugerować pewne rozwiązania. - Ja nigdy nie doradzam zdalnie. Trzeba zawsze pójść na pole, ocenić jakie są warunki, wskazać alternatywne rozwiązania - uważa ekspert.