Mecenas Tomasz Włostowski, specjalizujący się w handlu międzynarodowym zwraca uwagę, że polskie firmy powinny bacznie śledzi negocjacje umowy o wolnym handlu między Stanami Zjednoczonymi, a Unią Europejską (UE). Rozpoczną się one w przyszłym roku. Fakt, że Stany Zjednoczone dzięki rozwojowi wydobycia gazu z łupków stały się istotnym graczem na rynku dostaw tego paliwa to szansa, ale też zagrożenie dla polskich firm.

Na europejski rynek może trafić tani gaz z USA jako LNG. Wiele wskazuje na to, że byłby on konkurencją dla rosyjskiego gazu uważanego dotąd za najtańszy w Europie. Ale jest też minus sytuacji posiadania przez USA taniego surowca dla branży chemicznej.

-Pojawiła się groźba, że Stany Zjednoczone zintensyfikują eksport nawozów azotowych do Unii Europejskiej.
Technologia ich wytwarzania jest dosyć prosta. Nic nie stoi na przeszkodzie żeby tamtejsze firmy, mając tani gaz rozbudowały moce produkcyjne i dedykowały je europejskiemu rynkowi - mówi mecenas Tomasz Włostowski.

Gaz to podstawowy surowiec do produkcji nawozów azotowych dla takich firm jak Grupa Azoty Tarnów i łączące się z nią Zakłady Azotowe Puławy oraz dla Anwilu należącego do PKN Orlen. Jego cena przesądza o konkurencyjności produkcji. Co prawda PGNiG udało się wynegocjować niższą cenę błękitnego surowca w kontrakcie z Gazpromem i związać ją z notowaniami na rynkach spotowych, ale w niewielkim tylko stopniu obniży to koszty zakupu gazu przez przemysł chemiczny. Nie wiadomo czy na tyle by ich produkcja była konkurencyjna wobec produkcji amerykańskiej. Z danych Zakładów Azotowych Puławy wynika, że już od dłuższego czasu kupują od PGNiG gaz znacznie droższy niż ten jaki mogą kupić amerykańscy producenci u siebie.

Więcej na wnp.pl