Dodatkowo, nalot chowacza na plantacje rzepaku rozpoczął się w tym roku wyjątkowo wcześnie. Pierwsze chrząszcze tego owada pojawiły się razem ze słodyszkiem.

- Liczebność słodyszka jest mniejsza od obserwowanej w zeszłym roku, natomiast w populacji chowacza podobnika od 3 lat utrzymuje się „wyż demograficzny" - mówi Paweł Węgorek, prof. nadzw. IOR w Poznaniu.

- Ekspansją chowacza wciąż zagrożone są północne regiony Polski: m. in. województwa zachodniopomorskie, pomorskie, kujawsko pomorskie - wylicza prof. Węgorek. - Wszystkie te, gdzie rzepaki ciągle kwitną. Na ochronę chemiczną jeszcze nie jest za późno, ale to już ostatni gwizdek. Jeśli zabieg był już wykonany, warto sprawdzić rezultaty, być może warto go powtórzyć. Późny zabieg przeciwko chowaczowi dodatkowo ochroni plantację przed pryszczarkiem - dodaje.

W jaki sposób ochronić plantację przed tymi insektami? - Słodyszek jest mniej odporny na nikotynoidy, a chowacz na pyretroidy - tłumaczy prof. Węgorek. - Do jednoczesnego zwalczania słodyszka i chowacza w rzepaku warto więc zastosować preparat łączący substancje aktywne z obu grup.

Na południu Polski, gdzie rzepaki już przekwitły, można ocenić straty wyrządzone przez insekty. - Uszkodzenia, głównie powykręcane łuszczyny, występują w różnym nasileniu w zależności od plantacji. Tam, gdzie szybko zareagowano opryskiem straty są małe, rzędu 1-2 proc. W miejscach, gdzie nie wykonano zabiegu, straty mogą sięgnąć 15 proc. - szacuje Węgorek.