Zdaniem dr Beresia z tego punktu widzenia podejmowane działania fitosanitarne poniosły porażkę, gdyż nie wyeliminowały całkowicie nowego gatunku, który w dodatku bez większych przeszkód pokonuje kolejne granice państwowe. Choć dla jednych jest to ważny argument to dla innych z kolei jest to wyraźny sygnał, że z tym szkodnikiem nie ma żartów, skoro z taką łatwością pokonuje kolejne bariery nakładane na niego przez przepisy fitosanitarne.

- Powstaje jednak zasadnicze pytanie - czy zniesienie obowiązku stosowania m.in. płodozmianu oraz zwalczania chemicznego nie przyniesie negatywnych skutków, skoro pomimo dotychczasowych przepisów prawnych i nakazu zwalczania gatunku nie udało się powstrzymać jego ekspansji? Jeżeli więc możliwa będzie w Europie swobodna uprawa kukurydzy w wieloletniej monokulturze można spodziewać się znacznego wzrostu liczebności tego gatunku i jego szkodliwości, gdyż tylko monokultury umożliwiają temu szkodnikowi rozwój i tylko na nich spotyka się stadium larwalne niszczące system korzeniowy. To właśnie z punktu widzenia ochrony roślin najgroźniejsze po zniesieniu obowiązku zwalczania stonki będą wieloletnie monokultury kukurydzy, powyżej 4 lat uprawy na tym samym stanowisku, na których nie byłyby prowadzone działania chemicznego zwalczania, a co tym samym sprawi, że pozwolą szkodnikowi rozwijać się i zasiedlać nowe obszary - mówi dr Paweł Bereś.

W Polsce szkodnik ten występuje od 6 lat i mimo to jest tylko jeden środek, który posiada aktualnie rejestrację do jego zwalczania i to w dodatku chrząszczy. Niestety wymaga to dostępu do opryskiwaczy szczudłowych, których jest niewiele w skali kraju. Jak zatem Polski rolnik uprawiający kukurydzę w 2-letniej monokulturze w strefie występowania stonki (na którą zezwala prawo) w ramach aktualnie obowiązujących przepisów nakazujących mu zwalczanie szkodnika ma walczyć z larwami (główne stadium szkodliwe) skoro dostępny jest w ofercie tylko preparat nalistny? - pyta specjalista. - Siłą rzeczy musi odczekać aż larwy uszkodzą mu rośliny, przepoczwarczą się i rozwiną w chrząszcze, które dopiero mogą być zwalczone. Na chwilę obecną nie wiadomo w ogóle czy dostępne będą w najbliższym czasie w Polsce w większej liczbie preparaty chemiczne przeciwko temu gatunkowi (a zwłaszcza larwom), stąd też w odróżnieniu od rolników np. z Węgier gdzie w samym tylko 2004 roku zarejestrowano ponad 30 insektycydów przeciwko stonce, polski producent kukurydzy ma wyjątkowo utrudnione zadanie aby wywiązać się z obowiązku zwalczania tego szkodnika. Na szczęście gatunek ten nie powoduje jeszcze strat ekonomicznych w plonach, które pojawiają się zwykle w 4-6 roku uprawy kukurydzy na tym samym stanowisku bez podejmowania działań zwalczających, ale jeżeli wolno będzie uprawiać kukurydzę na tym samym stanowisku przez x-lat to kiedyś siłą rzeczy się pojawią i jak można będzie im zaradzić skoro już teraz jest tak małe zainteresowanie rejestracją preparatów chemicznych przeciwko gatunkowi - dodaje dr Bereś.