Nowe zagrożenia w ochronie roślin to temat wystąpienia prof. Korbasa. Jednym z jej wątków było fałszowanie środków ochrony roślin które nadal stanowi u nas ogromny problem i stanowi zagrożenie w produkcji rolnej.

- Środki ochrony roślin jeśli są źle stosowane, nie zgodnie z etykietą – mogą być szkodliwe. Dlaczego rolnicy niekiedy narzekają na asortyment środków ochrony roślin, na racjonalne ich stosowanie? Po prostu gnębi ich asortyment środków ochrony roślin. Oni by chcieli dysponować jeszcze większą gamą substancji czynnych, żeby mogli tych pewnych zasad przestrzegać np. przemiennego stosowania środków o różnych mechanizmach działania. Żeby mogli realizować strategię antyodpornościową – podkreślał naukowiec. Niestety liczba substancji czynnych i tym samym pestycydów, ciągle się zmniejsza, o czym również była mowa na konferencji.

- Brak środków powoduje, że na terenie naszego kraju rośnie czarny rynek. Jest on zmorą środków ochrony roślin. Rolnicy kupują produkty, które z nazwy określają rodzaj produktu, a jeżeli skopiujemy zawartość - to się okazuje że jest zupełnie inny skład. Często te podrobienia są fatalne w skutkach i trudne do zaakceptowania przez producentów rolnych. Niekiedy wręcz dochodzi do zniszczenia plantacji – wyliczał prof. Marek Korbas.

Bazując na przewidywaniach ekspertów EU wartość produktów podrobionych pochodzących z nielegalnych źródeł na terenie Wspólnoty wynosi 10 proc. wartości rynku sprzedaży.

- To jest bardzo dużo. W Polsce Państwowa Inspekcja Ochrony Roślin i Nasiennictwa każdego roku przeprowadza 6000-7000 inspekcji. Ponad 300 próbek zostaje przebadanych w wyniku czego w latach 2010-2015, 150.000 l/kg pestycydów zostało wycofanych z rynku, a 10.000 l/kg okazało się być fałszywymi środkami – dodał.

Najbardziej podrabianymi produktami są herbicydy.

- Szczególnie cieszą podrabiających opakowania małe, te po 1 lub 0.5 l/kg. Kupują to rolnicy, którzy mają mniejsze powierzchnie uprawy i są kuszeni niską ceną produktu. Etykiety powinny być w języku polskim, jeśli napisane są one w języku rosyjskim czy ukraińskim to już powinno być to podejrzane. Mimo iż opatrzone są one certyfikatem, hologramem lub kodem kreskowym, ale właśnie podrobionym – podkreślał prof. Korbas.

 

Podobał się artykuł? Podziel się!