Walka z nielegalną produkcją środków ochrony roślin jest elementem odpowiedzialności firmy za produkt. Corocznie bowiem BASF inwestuje 10 proc. dochodów w badania i rozwój. W 2006 r. na badania w ochronie roślin przeznaczono 334 milionów, to o ponad 30 milionów euro więcej niż rok wcześniej. Przedsiębiorstwo znajduje się z tego powodu w ciągłym stanie pogotowia, starając się zapobiegać nielegalnym praktykom lub działalności mającej na celu umyślne naruszanie patentów, w tym m.in. podrabianiu produktów lub sprzedaży środków ochrony roślin dopuszczonych do obrotu niezgodnie z przepisami.

Niedawno sąd w Nanjing w Chinach rozstrzygnął spór na korzyść koncernu w sprawie BASF przeciwko handlarzowi nielegalnie sprzedającemu produkt zawierający chlorfenapyr, substancję aktywną produkowaną przez BASF. To pierwsze oznaki świadczące o tym, że prawa autorskie zaczynają mieć coraz większe znaczenie także w Chinach i są egzekwowane przez wymiar sprawiedliwości.

Podobnie jak inne przedsiębiorstwa z branży BASF szacuje, że straty spowodowane handlem nielegalnymi środkami ochrony roślin wynoszą od 7 do 10 proc. obrotów. Naruszenia prawa patentowego stanowią jedynie ułamek tej liczby. Dużo większe znaczenie, przede wszystkim dla rolników, mają podróbki produktów – przypadki, w których fałszowane są etykiety i opakowania środków ochrony roślin. Zawartość pojemników odbiega często od tego, co jest na etykiecie, a w przypadkach skrajnych całość okazuje się całkowicie nieskuteczna. BASF musi borykać się potem z reklamacjami, które niszczą dobrą opinię klienta o marce. Na przykład w Serbii na początku 2007 r. sprzedawano herbicydy ze sfałszowaną etykietą. Miały one zawierać w jednym litrze 40 gram substancji aktywnej nikosulforonu. Przeprowadzone przez BASF analizy wykazały natomiast całkowity jej brak. Dlatego szeroko ostrzegano tamtejszych rolników przed stosowaniem tego środka. Podrobiony produkt mógłby wyrządzić olbrzymie szkody w uprawach, a rolnicy mogliby równie dobrze próbować zwalczać chwasty wodą.

Źródło: "Farmer" 01/2008