W tym roku zezwolenie tymczasowego (na 120 dni) stosowania zapraw neonikotynoidowych w rzepaku ozimym wydano w Finlandia, Litwie, Łotwa, Estonii, Rumunii, na Węgrzech, Bułgarii, ostatnio do krajów tych dołączyła Dania. Polski wśród nich nie będzie. W naszym kraju rolnikom uprawę rzepaku ozimego przed szkodnikami zabezpieczyć ma preparat z grupy antranilowych diamidów. Skoro Ministerstwo uparcie odmawia tymczasowego dopuszczenia do stosowania neonikotynoidów w rzepaku ozimym to trzeba przyjąć, że lepsze coś niż nic. Rolnicy zyskują możliwość korzystania z legalnej zapraw insektycydowej.

Analizując etykietę nowej zaprawy doszukuję się w zapisie pewnego paradoksu. Wskazuje ona, że preparat należy stosować przemiennie ze środkami owadobójczymi zawierającymi substancje czynne należące do innych grup chemicznych i o innych mechanizmach działania. Wydaje się być to oczywiste, bowiem ma zapobiec powstawaniu odporności. Jednak pytanie brzmi, z jakimi preparatami zamiennymi, jeśli takich brakuje? Jak rolnik ma stosować się do tych zaleceń? Oficjalnie w jesiennej ochronie rzepaku do dyspozycji jest jeden pyretroid przeciwko gnatarzowi rzepakowcowi oraz preparat na mszyce zawierający substancje z grupy fosforoorganicznych i pyretroidów. Na tym pole manewru się kończy.

Brać też trzeba pod uwagę, że preparat nie zabezpieczy roślin na długo, gdyż działa do 3. liścia. W etykiecie czytamy, że w ciągu 30 dni od wysiewu nasion zaprawionych środkiem można wykonać nie więcej niż 1 zabieg insektycydem z grupy IRAC 28. Tu pojawia się kolejna moja wątpliwość. Rolnicy sieją rzepak już w sierpniu, kolejne miesiące tak, jak pokazały to lata wcześniejsze, mogą być ciepłe, a nawet gorące co wydłuża i wzmaga nalot szkodników. W takim wypadku jeden zabieg okaże się niewystarczający. Rolnik stanie przed dylematem: ratować swój rzepak, ale narażać się na karę, czy postępować zgodnie z zaleceniem i ponosić straty w plantacji.

Zarejestrowana substancja czynna nie jest nowością. Dobrze jednak, że zaprawa się pojawiła, choć etykieta wymagałby lepszego przygotowania. Życzyłabym sobie i rolnikom by w ślad za nią przyszły kolejne. Brakuje długodziałających preparatów, które ograniczyłby konieczność przeprowadzania większej liczby zabiegów chemicznego opryskiwania. Jednak wątpliwe jest by te miały rację bytu, gdyż Unia Europejska w swoich zaleceniach dąży do wprowadzania preparatów działających krótko, które w zamyśle mają być jak najmniej szkodliwe dla otaczającego środowiska. Działaniem tym niestety wymusza konieczność ich częstszego stosowania.

Podobał się artykuł? Podziel się!