Farmer wziął udział w konferencji poświęconej integrowanej ochronie roślin (ior), w której analizowano jej wpływ na hodowlę i nasiennictwo roślin. Zdaniem uczestników wprowadzenie nowych zasad nic nie zmieniło, ponieważ szereg praktyk obowiązujących w ior od lat był wykorzystywany przez tę branżę.

- Integrowana ochrona z punktu widzenia hodowli i nasiennictwa to zdrowy materiał siewny i odmiany odporne, ewentualnie tolerancyjne na choroby i szkodniki. Nie jest to nic nowego. Hodowla zawsze dążyła do uzyskania takich odmian. Wprowadzenie ochrony integrowanej to próba usankcjonowania zdroworozsądkowego sposobu gospodarowania, w którym metody niechemiczne mają pierwszeństwo. Mam nawet wrażenie, że materiał siewny i odmiany odporne, mimo że wymieniane w rozporządzeniu (ior), nie są traktowane równie poważnie jak tradycyjne metody chemiczne. Dobre nasiona i odpowiednie odmiany to zalecenia, a właściwa ochrona chemiczna zgodna z zapisami na etykiecie to kontrolowany nakaz - mówił podczas spotkania dr Tadeusz Oleksiak z Instytutu Hodowli i Aklimatyzacji Roślin PIB.

Jego zdaniem wprowadzenie tych zasad nie spowodowało większych zmian w hodowli roślin, bo takowe wdrożono już wcześniej. Niemniej istnieje szereg problemów związanych z pojawianiem się nowych form patogenów i przełamywaniem odporności. Hodowla odpornościowa już od dłuższego czasu jest jednym z priorytetowych kierunków prac. Mają one dostarczyć odmiany o podwyższonej odporności, ale jednocześnie umożliwiające uzyskiwanie wysokich plonów o dobrej jakości.

Jak sytuacja wygląda w nasiennictwie? - Identycznie jak w hodowli, czyli wprowadzenie zasad ior nie wywołało rewolucji - stwierdził dr Oleksiak.

POTRZEBA ODMIAN TOLERANCYJNYCH

- Nie zgadzam się jednak do końca ze zdaniem dr. Oleksiaka - polemizował w debacie prof. Marek Mrówczyński z Instytutu Ochrony Roślin w Poznaniu. - Problemem wciąż jest ubogi asortyment odmian rzepaku ozimego, które są tolerancyjne na kiłę kapusty. Choroba ta, niestety, cały czas powiększa zasięg występowania. Obecnie obejmuje 1/3 obszaru Polski. Rolnicy, którzy wykryli ją na swoim polu, muszą zrezygnować z uprawy tej rośliny na 8-9 lat albo wysiewać odmiany tolerancyjne na nią. To pierwsze rozwiązanie jest raczej mało realne, niestety - drugie również. Dlaczego? Po prostu takich odmian jest na rynku za mało. W Krajowym Rejestrze znajdują się obecnie tylko trzy odmiany rzepaku z taką cechą i to dwie wpisane do niego w tym roku. Z kolei w katalogu unijnym CCA występuje ich dziesięć. Dostępność dla rolników jest zatem niska i nie przekłada się na zasady, o których mówi integrowana ochrona roślin. Już teraz można przewidzieć, że materiału siewnego tych odmian zabraknie w nowym sezonie.