Trwają prace nad projektem rządowej ustawy o środkach ochrony roślin. Została ona zatwierdzona przez Sejm i trafiła do prac w Senacie. 14 lutego Senacka Komisja Rolnictwa i Rozwoju Wsi zajęła się tym tematem. Ale jak powiedział nam senator Jerzy Chróścikowski do projektu zostało zgłoszonych 18 poprawek biura legislacyjnego i poprawki senatorskie. - Komisja nie zakończyła pracy, we wtorek 19 lutego będą one kontynuowane - mówił nam Chróścikowski.

Zdaniem naukowców jest jeszcze kilka spraw, które warto w tej ustawie zmienić. Jedną z nich jest możliwość stosowanie agrochemikaliów, w momencie, kiedy znajdują się jeszcze w zapasach producenta i dystrybutora, nie do końca ważność środka, ale do wyczerpania zapasów przez okres nie dłuższy niż 12 miesięcy. - Inaczej koszty zutylizowanego środka podniosą koszty produkcji i nie wpłyną korzystnie na środowisko - mówił prof. Mrówczyński.

O co konkretnie chodzi? W projekcie ustawy, która wpłynęła do Sejmu (druk 740) w art. 24. 1. Było napisane, że: Środek ochrony roślin wprowadzony do obrotu może pozostawać w obrocie i być stosowany po upływie terminu jego ważności przez okres nie dłuższy niż 12 miesięcy, jeżeli wyniki badań trwałości tego środka ochrony roślin, przeprowadzone przez laboratorium posiadające certyfikat dobrej praktyki laboratoryjnej wydany na podstawie przepisów o substancjach chemicznych i ich mieszaninach lub uzyskany w innym państwie członkowskim Unii Europejskiej na podstawie przepisów obowiązujących w tym państwie, potwierdzają jego przydatność do zastosowania zgodnie z przeznaczeniem. 2. Badania, o których mowa w ust. 1, przeprowadza się na koszt zainteresowanego podmiotu, zgodnie z przepisami wydanymi na podstawie art. 84 lit. c rozporządzenia nr 1107/2009.

Ale po zmianach poselskich, w projekcie przekazanym do senatu art. 24 został okrojony i brzmi: Środek ochrony roślin wprowadzony do obrotu może pozostać w obrocie i być stosowany tylko do końca terminu jego ważności.

- Oznacza to, że kiedy danemu środkowi skończy się okres ważności, rolnik będzie musiał go zutylizować, a to rodzi za sobą dodatkowe koszty i nie wpływa korzystnie na środowisko, bo w ten sposób będą tworzone nowe mogilniki - dodaje prof. Mrówczyński.