Bezpośrednio po zbiorze bulwy nie wykazują skłonności do porastania. Znajdują się w stanie fizjologicznego spoczynku i nawet w sprzyjających warunkach nie dochodzi do wyrastania kiełków. Naturalne przemiany fizjologiczne zachodzące w bulwach przebiegają powoli, co wpływa na niewielki ubytek ich masy. Jednocześnie ziemniaki zachowują wysoką wartość odżywczą i jakość kulinarną. Sukces w przechowywaniu ziemniaków zależy od tego, jak długo uda się ten stan utrzymać.

Ostatni dzwonek

Jeszcze do niedawna rolnicy mogli korzystać z siedmiu preparatów powstrzymujących wyrastanie kiełków. Były wśród nich środki do posypywania bulw, oprysku, ale, co najważniejsze, także do zamgławiania przechowalni. Jest to istotne o tyle, że zdecydowana większość (żeby nie powiedzieć prawie wszystkie) przechowalni ziemniaków w naszym kraju została wyposażona w wytwornice areozolu do zamgławiania. Popularność tego systemu aplikacji wynika z jego bezpieczeństwa dla późniejszych konsumentów składowanych ziemniaków. Nie trzeba (jak w wypadku oprysku lub opylania) stosować jednorazowej maksymalnej dawki preparatu. W momencie składowania często nie wiadomo jeszcze czy ziemniaki przeleżą w przechowalni sześć, czy tylko dwa miesiące. Względy bezpieczeństwa (i ekonomika produkcji) przemawiają za sukcesywnym stosowaniem środka chemicznego w dzielonych dawkach. Bulwy pierwszy raz są usypiane 3–4 tygodnie po złożeniu w przechowalni, a następnie w zależności od potrzeb co dwa miesiące. Korzyścią takiego postępowania jest wysoka gwarancja braku pozostałości preparatu w bulwach i mniejsze jego zużycie.

Niestety, okres rejestracji tych preparatów wygasł. Producenci złożyli niezbędne dokumenty do jej odnowienia, ale odpowiedzi z ministerstwa nie ma. Tymczasem czas biegnie, stoimy u progu nowego sezonu przechowalniczego, który z braku administracyjnych decyzji może się okazać bardzo kosztowny tak dla rolników, jak i przemysłu. Tylko przemysł przetwórczy przerabia na frytki i chipsy ponad 900 tys. ton ziemniaków. W minionych latach cała ta ilość była chroniona przed stratami z powodu porastania inhibitorami w formie aerozolu. Do tego trzeba jeszcze dodać tę część (z ogólnych 4,7 mln ton) ziemniaków jadalnych, które przechowuje się w nowoczesnych przechowalniach. Na rynek trafiają zwykle późno, często dopiero po 5–6 miesiącach głębokiego zimowego snu, dlatego również są (a raczej były) chronione przed wyrastaniem kiełków.

Przewidując wyższe niż zwykle ubytki masy, należałoby złożyć w przechowalniach więcej ziemniaków o co najmniej kilkanaście procent. Otwartym pozostaje pytanie: skąd je wziąć? W tym roku zasadzono ich przecież mniej. Zaważyła na tym cena ziemniaków w okresie przedwiośnia. Nie przekraczała 300 zł za tonę, a w wielu regionach było to zaledwie 200 zł. Czyżby groził nam w tej sytuacji import?