- Uważamy, że Krajowa Spółka Cukrowa powinna być jak najszybciej sprywatyzowana. Oczywiście nie za wszelką cenę. Przy obecnej cenie cukru spółka prawdopodobnie będzie w okolicach zera, jeżeli chodzi o zysk. Dlatego należy rzetelnie ją wycenić, my robimy swoją wycenę i chcemy z ministerstwem, żeby do stycznia ta sprawa była rozwiązana - mówi Kazimierz Kobza.

KSC ma w tej chwili około 40 proc. udziału w polskim rynku cukru. Ministerstwo Skarbu Państwa ma 79,69 proc. udziałów w spółce. Wszystkie one zostaną przeznaczone na sprzedaż dla pracowników i plantatorów. MSP i KZPBC różnią się jednak w wycenie wartości spółki. Jeszcze w ubiegłym roku resort liczył na zysk rzędu nawet 2 mld zł za akcje.

Kobza podkreśla, że taka wycena jest nierealna. Dlatego Związek zlecił wycenę firmie audytorskiej.

- Według naszej wyceny średnia cena zakupu jednej tony cukru kwotowego jest w granicach 400-450 euro. Przy produkcji 550 tys. ton Krajowej Spółki Cukrowej daje to 200-250 mln euro, czyli 1 mld złotych. 20 proc. akcji jest sprzedanych, a więc 800 mln zł to wszystko, co moglibyśmy zapłacić za tę spółkę - wylicza Kobza.

W 2017 r. zakończy się okres obowiązywania unijnych kwot cukrowych. Zgodnie z limitami z 2006 r. obecnie Polska może produkować jedynie 1,4 mln ton cukru rocznie. Nadwyżka, która w tym sezonie wyniosła 0,4 mln ton, musi być eksportowana poza UE lub przerabiana przemysłowo. Polska kwota nie wystarcza na pokrycie zapotrzebowania - co roku musimy importować ok. 200 tys. ton cukru.

Zakończenie obowiązywania kwot cukrowych w 2017 r. będzie oznaczało uwolnienie rynku, co według plantatorów może najpierw doprowadzić do mocnego spadku cen, a w konsekwencji do upadku niektórych firm, spadku produkcji i wzrostu cen. Dlatego Kobza liczy, że resort skarbu zgodzi się obniżyć cenę o kolejne 20 proc.

- Myślę, że ta spółka nie jest więcej warta niż 650-700 mln zł. I myślę, że to udowodnimy - zapowiada Kobza. - Ministerstwo Skarbu Państwa przyjmuje nasze argumenty dotyczące warunków zakupu. Oczywiście są między nami dosyć duże rozbieżności, ale z każdym spotkaniem właściwie jeden etap przeskakujemy. MSP chce poznać nasze uwarunkowania. My chcemy przyspieszenia tego.